Zacznijmy od tego, czym żywimy nasze zwierzęta, w jakim są wieku i czy mają specjalne potrzeby zdrowotne. Młody pies dużej rasy, karmiony właściwie zbilansowaną karmą, mający odpowiednią ilość i jakość ruchu, nie zawsze potrzebuje suplementu „na stawy”, żeby zapobiec ich chorobom, bo mają one różne źródła. Zdrowy zwierzak, fizjologicznie zrzucający wiosną ogromne ilości zimowego podszerstka też nie zawsze potrzebuje wsparcia z zewnątrz. A kiedy sierść jest matowa czy łamliwa, a skóra podrażniona, to dużo lepszym rozwiązaniem jest odszukanie przyczyny takiego stanu niż podawanie suplementu niejako na oślep. Podobnie w przypadku innych problemów zdrowotnych. Pierwszym krokiem zawsze powinna być wizyta w gabinecie weterynaryjnym i działanie ukierunkowane na źródło problemu, a nie maskowanie jego skutków. Przecież kiedy z powodu suszy twój trawnik robi się żółty, to go podlewasz, a nie malujesz na zielono, prawda?
Kolejna strona suplementowego zamieszania to skład, zróżnicowanie cen i marketing. Nie czytamy wnikliwie etykiet, nie porównujemy, nie szukamy informacji na temat tego, w jakiej dawce i formie organizm jest w stanie skutecznie przyswoić konkretną substancję. Przykładem są witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Jak organizm ma z nich skorzystać, jeśli są w formie proszku lub tabletki, a na opakowaniu nie ma informacji, że należy je podawać w towarzystwie np. odrobiny oleju? Często okazuje się, że w gotowym preparacie deklarowane stężenie składników jest tak minimalne, że należałoby psu podawać nie 1 tabletkę dziennie, jak mówi etykieta, ale dużo, dużo więcej, obciążając przy tym metabolicznie wątrobę i nerki. Albo jeden składnik upośledza wchłanianie innego. Albo skład to w większości substancje biologicznie obojętne albo takie o nieudowodnionej skuteczności. Albo podajemy psu więcej niż jeden preparat, nie zdając sobie sprawy z tego, że niektóre ingrediencje można bardzo łatwo i szybko przedawkować. Nadmierna lub długotrwała podaż np.: witamin A, D, E B6 czy K, żelaza, związków wapnia, fosforu, potasu lub magnezu, bez wyraźnych wskazań medycznych jest bardzo niebezpieczna. I dla ludzi, i dla zwierząt. A w końcu, ogromne zróżnicowanie cenowe. Nie jest regułą, że preparat X, za który zapłacimy kilkaset złotych, jest dużo lepszy od preparatu Y, którego cena jest nieporównywalnie niższa. Bardzo często za preparatem X stoi potężny marketing, a nie jakość i skuteczność, a ten marketing właśnie, to duża część końcowej ceny suplementu. Prawa rynku są bezlitosne. Na sklepowych półkach znajdziemy mnóstwo specyfików wartych swojej wysokiej ceny, ale też całą masę takich, które działają wyłącznie na naszą podświadomość. Dlatego przed zakupem poświęćmy czas na szukanie, czytanie składu, informacji i opinii oraz porównywanie ze sobą poszczególnych preparatów.