Przedstawiamy osoby, które pracują w fundacji:

DZIAŁ ADOPCJI

Ewa MARCNIAK – opiekunka goldenów FUXA i LULI

Ewa i FuxCóż tu napisać?
Że zawsze w moim dzieciństwie były psy i  że je kochałam? Tak, było ich chyba z dziesięć. Od Cocker Spaniela przez wielorasowce do Pointerki Angielskiej po Championie Polski Aso, który był psem mojego brata, a Kora trafiła do nas jako szczeniak za pokrycie.
Każdy psiak był inny, ale  wszystkie kochałam na swój dziecinny sposób. Czasami mama krzyczała do mnie, że z psem trzeba wyjść, a mi się po prostu wtedy nie chciało. Tak właśnie było. Pamiętam jak zbliżały się święta Bożego Narodzenia i siedziałyśmy z mamą w kuchni, robiłyśmy przygotowania do świąt. Mama dała Adze, mojej rudej cockerce kość, a ona czmychnęła pod stół, zaczęła obgryzać ją i się krztusić. Chciałam jej ją zabrać i ratować, a ona mnie ugryzła w palec u nogi… oto cała cockerka.
Tak naprawdę miłość w pełni tego słowa znaczeniu zrozumiałam dopiero po 23 latach od momentu uśpienia Kory (ropomacicze), gdy trafił do nas Fux – psiak z pseudohodowli zarobaczony, nieszczepiony, gotowy do eutanazji. Golden Retriever – złoty król. Dzięki niemu na nowo poznawałam świat zwierzęcy, psiakowy.
Kocham wszystkie psy i gdybym tylko mogła, to wszystkie bym zabrała do siebie. Praca w fundacji daje mi możliwość pomagania na szerszą skalę. Zawsze jak tylko mogę, to pomagam, nie tylko goldenom,  wykonując telefon i mówiąc: Witam, Ewa Marciniak się kłania z Fundacji Warta Goldena. Możemy Państwu pomóc, jesteśmy do Państwa dyspozycji.

Dagmara WOLSKA – opiekunka goldenów CODIEGO, SZERI oraz DŻESY

Moja przygoda z Goldenami zaczęła się od marzenia mojej kilkuletniej wówczas córki Julii o psie rasy Golden Retriever. Marzenia tego nie udało nam się spełnić przez kolejne osiem lat aż do czerwca 2014 roku, kiedy do naszej rodziny w dosyć spontanicznych okolicznościach dołączył czteromiesięczny urwis Cody. Wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem jego niezwykle przyjaznego charakteru, wielkiego szaleństwa oraz olbrzymiego łakomstwa. Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu odkryłam w tym czasie, że jest wiele bezdomnych, pokrzywdzonych Goldenów, szukających nowych domów. Podczas naszego pierwszego wyjazdu majowego z Codim spotkaliśmy rodzinę z trzema Goldenami, które szalały na plaży (oczywiście w miejscu do tego wyznaczonym). Ich opiekunka opowiedziała nam historię adopcji dwóch psów, która mnie zainspirowała. Spotkaliśmy się jeszcze kilkukrotnie spacerując uliczkami tej miejscowości. Ich widok budził w nas uśmiech ale i lekkie niedowierzanie, bo przecież opieka nad trzema dużymi psami to wielkie wyzwanie i jak nam się wówczas wydawało lekkie szaleństwo. W czerwcu 2016 roku adoptowaliśmy z Fundacji Warta Goldena seniorkę Szeri, a w listopadzie 2016 od osób prywatnych rówieśniczkę naszego rezydenta Dżesę. Z przyjemnością będę wspierać działania fundacji w zakresie adopcji psów.

Katarzyna KOTYŃSKA – opiekunka goldena FURIO

Jako mała dziewczynka szalałam na punkcie wszystkich zwierząt. Każdy kot i piesek spotkany na ulicy musiał być nakarmiony, wygłaskany i wyprzytulany. Pragnienie bliskości zwierząt nie zostało zaspokojone przy moim pierwszym psie. Eta, Cocker Spaniel – wówczas moja rówieśniczka, była kochanym, ale trudnym i czasem agresywnym psem. Spędziła z nami całe swoje życie, ale jej niezależność nie pozwoliła nam nigdy poczuć jak cudowna może być psia miłość. Tej udało mi się doświadczyć dopiero przez kolejne 18 lat wspólnego dorastania z jamniczką długowłosą – Gapą. Ta mała piękność potrafiła całkowicie zawładnąć sercem i podporządkować sobie całą rodzinę. Towarzyszyła nam zawsze i wszędzie, obdarowując nas wieloma cudownymi chwilami. Wyjątkowo trudna i wyczerpująca opieka, którą sprawowaliśmy podczas psiej starości naszej „jamniczanki” jeszcze bardziej uwrażliwiła mnie na krzywdę i dobrostan zwierząt. Po jej śmierci nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że kiedykolwiek miałabym przeżyć te wszystkie emocje jeszcze raz i narazić się na taki ból po stracie przyjaciela.

Dopiero 4 lata później postanowiłam być domem tymczasowym dla jakiegoś psiaka – z potrzeby pomocy jakiemuś włochaczowi, a także z tęsknoty za tymi pięknymi czarnymi oczami, ale przede wszystkim dlatego, że uświadomiłam sobie jak wiele psów jest porzucanych i potrzebujących pomocy. Przykładem tego jest Miśka – znaleziona w okresie wakacyjnym na polnej drodze obok worka karmy Owczarka Niemiecka (dziś szczęśliwa u moich rodziców).
Znajomość z Wartą Goldena rozpoczęłam od przyjęcia jako DT Furiasa – młodego, przeuroczego łobuziaka o niespożytej energii. Aby jak najlepiej się nim zająć zaczęłam się zagłębiać w tematy wychowywania psów, rozładowywania energii, eliminacji nadpobudliwości i lęków u Goldenów. Musiałam również zreorganizować cały tryb życia i zmienić swoje podejście do futrzaków z typowego mojego „kizi mizi” na bycie przewodnikiem, gdyż Furias potrafi wykorzystać swoją urodę i wejść na głowę;) Warta Goldena od początku wydawała mi się organizacją rzetelną, która jest otwarta na potrzeby zwierząt i realizuje zamierzone działania, dlatego od dawna śledziłam jej historię na facebooku. Teraz, gdy przekonałam się jak pomocni, otwarci i słowni są jej członkowie pragnę stać się tego częścią, dalej rozwijać swoją wiedzę i wykorzystać swoją energię aby pomóc Złotkom.

Monika SZCZEŚNIEWICZ

 

DZIAŁ DOMÓW TYMCZASOWYCH

Maja CHOLEWKA – opiekunka goldenki KATII i wyżełki ZOE

Od dziecka otaczały mnie psy, wychowywałam się z owczarkami niemieckimi i mastifami hiszpańskimi. Moja mama nawet chciała założyć hodowlę. Kiedy podrosłyśmy z siostrą chciałyśmy mieć swojego, rodzinnego psa. Rodzice się zgodzili pod warunkiem otrzymania wysokiej średniej (5,6!) w tamtym roku. Nigdy nie uczyłam się z większą ochotą, przy każdej czytanej książce, pisanym sprawdzianie myślałam o moim wymarzonym psie. Po roku ciężkiej nauki i zdobyciu czerwonego paska pojechaliśmy po psa. Po wielogodzinnych debatach z każdym członkiem rodziny na temat wymagań, charakteru psa padło na Golden Retrievera. Nie wiedzieliśmy jak bardzo psy w schroniskach potrzebują pomocy i że istnieją takie fundacje jak Fundacja Warta Goldena, więc psa po prostu kupiliśmy. Nie mogliśmy lepiej trafić, nasza sunia imieniem Katia okazała się istnym aniołem, tolerującym wszystko i wszystkich, kochającym wszystkie zwierzęta, nie niszczącym, naprawdę życzę każdemu psa o takim charakterze. Odkąd mamy Katię (czyli około 10 lat) zaczęłam bardziej interesować się psim behawioryzmem, dowiadywałam się jak lepiej rozumieć zwierzęta, jak je traktować, by wiedziały o co nam chodzi i przede wszystkim, że psy to psy, a nie mali ludzie. Od tamtej pory brałam udział w szkoleniach, a nawet wzięliśmy drugiego psa- mixa wyżła z przypadkowego miotu u myśliwego. Zoe okazała się wyzwaniem, bo to jednak nie jest charakter goldena, ale to tylko bardziej wciągnęło mnie w ten świat. Naturalną rzeczą idącą z miłością do psów jest chęć pomocy psom, które tej miłości potrzebują- w schroniskach, na łańcuchach, porzuconych. Mam nadzieję, że każdy zrozumie, że adopcja ratuje życie i nawet marząc o psie rasowym/w typie rasy można zrobić dobry uczynek.

DZIAŁ PRZYJĘĆ PSÓW DO FUNDACJI

Angelika SMOLAREK – opiekunka goldena SPAJKA 

Od zawsze w moim domu było jakieś zwierzę. Czy to królik, czy rybki w akwarium, czy koty, a tych przewinęło się naprawdę sporo – zawsze coś się u nas działo.

Nigdy też nie byłam obojętna na krzywdę innych zwierząt. Ratowałam wszystkie, najczęściej bezpańskie koty. Pamiętam też, kiedy nasza kotka-przybłęda urodziła kociątka – zaufała mi na tyle, że z końca ogrodu, w okropną ulewę, w zębach przynosiła nam pod dom swoje kociaki. Wybiegłam szybko, wzięłam kociaka w ręce, którego nam przyniosła i tuliłam. Potem doszły następne, każdego pozwalała mi dotykać, mimo, że każdy mówił na nią „dzika”. Dookoła lał deszcz, wiał wiatr, a ja siedziałam i próbowałam każdego malucha ogrzać swoim ciałem.

I chyba od tego się zaczęło „na dobre”…

A jeśli chodzi o fundację to…

Trafiłam do niej na początku lutego 2016 roku, chciałam jakoś psiakom pomagać, nie tylko finansowo, ale także mieć wpływ na ich przyszłe życie. Z pomocą przyszła mi Fundacja Warta Goldena, która przyjęła mnie z otwartymi ramionami, otuliła swą opieką i potraktowała jak swego. Wielką przyjemność sprawia mi wyszukiwanie ogłoszeń o złotkach, które ktoś chce oddać, a my, jako instytucja, możemy im pomóc.

Śledzenie całego procesu, począwszy od wyszukania psa, po wysłanie charakterystyki, kontakt z właścicielami, szukanie DT, to naprawdę dla mnie wielka frajda, bo wiem, że robię to wśród ludzi, którzy tak jak ja, z pasją i oddaniem podchodzą do takich zadań.

Fundacja zajmuje teraz cały mój czas, nawet jeśli nie chcę – to i tak o niej myślę 😉

Gdybym miała cofnąć czas, również poszłabym tą samą drogą – w stronę światła dla lepszego życia goldasów.

Nasz cel jest jeden: pomoc psiakom, które nas potrzebują. Jestem dumna, że mogę w tym uczestniczyć i być częścią tej społeczności, bo ci ludzie są po prostu fantastyczni – jak jedna, wielka, Goldenia Rodzina.

Teraz i moja rodzina się powiększyła o Spajka, który również przeszedł przez ręce fundacji. Jesteśmy Warciakową Rodziną i dobrze nam z tym!

Klaudia BOROWIKopiekunka goldenów RAJLI i ARMANIEGO

IMG_0139Gdybym mogła mieć jedno życzenie do spełnienia? Aby każde zwierzę było kochane, szanowane i miało swoją cudowną rodzinę. Aby nie istniały schroniska, przytuliska, schrony i najlepiej ludzie, którzy doprowadzają do tego, że są one wiecznie przepełnione. Niestety, złotej rybki nigdy nie udało mi się złowić, wiem natomiast że każdy może się przyczynić do wielkiego kroku w tę stronę.
W wieku 15 lat zapragnęłam mieć psa i od razu wiedziałam, że ma to być Golden. Niestety, w rodzinnym domu nie miałam do tego warunków i jedyne na co mogłam liczyć to prezent od rodziców w postaci ręcznika z wizerunkiem Złotka, który do dzisiaj jest ze mną. Gdy tylko opuściłam mury mojej wioski i przeprowadziłam się do Poznania, wiedząc że pragnę tego od 6 lat i nie było to dziecinną zachcianką podjęłam razem z chłopakiem decyzje o psiaku. Znaleźliśmy hodowle i tak oto Rajli jest z nami od 1,5 roku. Długo jednak jedynaczką nie była.
W styczniu 2017 r. pierwszy raz nawiązałam kontakt z Fundacją jako DT Armaniego. I tak miało być, wszyscy w domu powtarzali po sto razy, że mam pamiętać że to DT, że w ten sposób pomożemy wielu psom, że tylko na taką pomoc możemy sobie pozwolić, że nie mamy warunków na drugiego psa na stałe. Niestety na DT nie nadawaliśmy się kompletnie, Armani zahipnotyzował wszystkich po pierwszych dniach i wybrał sobie nas na swoją rodzinę już do końca, nie chciał się nigdzie dalej wybierać a i my nigdy byśmy go już nie oddali. Rajli zyskała starszego brata, a my wspaniałego i
oddanego przyjaciela.
Od Fundacji wręcz się uzależniłam, śledziłam wątek każdego nowego psiaka, wzruszając się kiedy tylko znalazł dzięki Warcie Goldena nowy, cudowny dom. Szybko przyszła mi myśl, że chcę i mogę robić więcej i należeć do grona tych wspaniałych ludzi. Tak trafiłam do działu przyjęć, gdzie zawsze mogę liczyć na wsparcie Angeliki jak i reszty członków Warcianej rodziny.
Zrobię wszystko aby godnie reprezentować Fundację i pomóc Złociakom trafić do swoich ludzi.

ORGANIZACJA WIZYT

Kamila JAWOROWICZ – opiekunka goldena CEZARA

Jakiś czas temu zauważyłam, że w moim życiu czegoś brakuje… Pomysł przyszedł nagle i wydał mi się całkiem oczywisty – przecież kocham zwierzęta, dlaczego więc nie miałabym im pomagać? Wcześniej oczywiście wspierałam różne akcje, ale to nie było to samo… Postanowiłam dołączyć do Fundacji. Z racji na sentyment do Goldenów, wybór był prosty – to musiała być Warta Goldena.

Już jako dziecko bardziej ufałam zwierzętom niż ludziom. Kiedy zobaczyłam jakiegoś psa na ulicy, biegłam do niego z otwartymi ramionami i niepohamowaną chęcią głaskania, chociaż oczywiście było to skrajnie nieodpowiedzialne.

W wieku 10 lat rozpoczęła się najpiękniejsza znajomość mojego życiu – dostałam Spike’a, uroczego, kremowego Goldena, który w zamyśle mojej rodziny miał pomóc mi w nabraniu pewności siebie, a ostatecznie stał się moim przyjacielem.

Przez niemal 12 lat Spike był członkiem mojej rodziny i najwspanialszym kompanem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. To właśnie podczas jego choroby uświadomiłam sobie, że chciałabym pomagać zwierzętom.

Kiedy zostałam przyjęta do Fundacji, poczułam wielką radość. Szybko zostałam domem tymczasowym dla Cezara, który został u mnie na zawsze.

Moje marzenie? Nie będę oryginalna. Jak najwięcej kochających domów dla naszych podopiecznych i jak najmniej psów w schroniskach i na łańcuchach.

DZIAŁ OPIEKI POADOPCYJNEJ

Magdalena WINIARSKA – opiekunka goldena MAJLO

Przez  15 lat w rodzinnym domu był z nami Ramzes – jamnik, mój ukochany piesio.
Uwielbiałam jak witał mnie na stacji kolejowej; kiedy wracałam ze studiów, cały pociąg oraz wszyscy ludzie na stacji słyszeli jak bardzo cieszył się, piszcząc, wyjąc z zachwytu. Wtedy wiedziałam już, że w moim życiu zawsze będzie pies, jako członek rodziny, kochany, miziany.

Mój Ramzes umarł a rok później, pojawił sie Majlo, moje szczęście kochane, cieszące się ze wszystkiego, o cudownym charakterze, piękny, dostojny i zawsze przy mnie. Pokochaliśmy go z mężem i traktujemy jak nasze dziecko. Dziś jest z nami jeszcze „ludzki ” synek Antek i w czwórkę tworzymy wspaniały zespół.

Uważam, że każdy piesio zasługuje na szacunek i miłość swojego człowieka, nie rozumiem jak można krzywdzić te istoty, które wpatrzone sa w nas jak w obrazek, chcą być tylko blisko nas. Bardzo cieszę się, że mogę zostać wolontariuszką w Fundacji, pomagać  i oglądać cieszące się mordki i rozmachane ogonki tych przepięknych psiaków, które w życiu przeżyły dużo za dużo ….i mam nadzieję, że teraz już zawsze będą szczęśliwe, dzięki Państwa wsparciu i pomocy Fundacji. Dziękuje Wam za Wasze piękne serca.

Monika KALISTA-DAŃDA – opiekunka „goldenki” Mili

W kilku słowach o sobie i o tym, że od małego dziecka pamiętam, że pragnęłam mieć w domu pieska. Oczywiście wtedy nie miałam świadomości, że oprócz oczywistej przyjemności to również odpowiedzialność za żywą istotę a także mnóstwo obowiązków. Tak więc moje dziecięce marzenie spełniło się dopiero jak byłam dorosłą i odpowiedzialną osobą. W 2007r. po raz pierwszy wprowadził się do mnie, mojego męża i naszego wspólnego życia Golden a ściślej mówiąc Goldenka o imieniu Frida, została oddana przez swoją poprzednią opiekunkę bo ta nie mogła się nią dłużej zajmować. Początki były trudne bo Frida bardzo tęskniła za swoją poprzednią rodziną, ale po jakimś czasie przekonała się, że jej nowa rodzinka nie jest taka zła. Pokochaliśmy ją całym sercem i była spełnieniem moich dziecięcych marzeń o posiadaniu psa. Niestety w niedługim czasie zaczęły się problemy zdrowotne Fridy. Począwszy się od choroby tarczycy, zaczęła zażywać Eutyrox, potem pojawiły się problemy z oczkami diagnoza – dystrofia, próbowaliśmy walczyć skończyło się operacją u dr. Garncarza, jednak choroba tak szybko postępowała, że operacja nie na długo pomogła. Ostatni rok życia Fridy to walka z cukrzycą. Ona była bardzo dzielna i spokojnie znosiła codzienne pobieranie krwi do badania poziomu cukru i zastrzyki insuliny. Pod koniec życia zaczęły jej również dokuczać stawy. Frida była z nami 10 lat, bardzo szczęśliwych lat. Po jej odejściu nie chciałam nawet słyszeć o innym – nowym psiaku, bo nie wyobrażałam sobie, że będę musiała jeszcze kiedyś przechodzić ból po stracie. Do zmiany decyzji przekonał mnie mój mąż, od znajomego przywiózł mi namiary na Fundację Wartą Goldena, który to również adoptował Warciaka. Przeglądając portale społecznościowe napotkałam się na swego rodzaju testament psa, który dawał radę tym którzy nie mogli się pogodzić z jego śmiercią, że najlepszym sposobem jest adopcja psa, takiego właśnie opuszczonego, schroniskowego. I wtedy właśnie podjęliśmy z mężem decyzję, że zwrócimy się do Fundacji i przyjmiemy pod swój dach i naszych serc kolejnego Goldena. Po otrzymaniu maila z informacją o Mili od razu się w niej zakochałam i strasznie było mi przykro, że nie mogłam jej od razu zabrać do domu (nie mogłam odwołać zaplanowanego wcześniej wyjazdu). Jak ja się bałam, że Fundacja może ją przekazać komuś innemu. Ale na szczęście Fundacja nam zaufała i Mila w końcu trafiła do nas. Byłam bardzo zaskoczona tym, że Mila tak szybko się na nas otwarła i po kilku dniach była już cała nasza. Jest cudownym, kochanym i pełnym energii naszym oczkiem w głowie. Bardzo się cieszę, że jest z nami. Planujemy powiększyć naszą rodzinę o kolejnego Warciaka, żeby Mila miała swoje psie towarzystwo. Myślę, że za kilka miesięcy będzie to możliwe. Chciałabym żeby wszystkie psy miały kochające domy, dlatego chcę spróbować pracy w Fundacji, może chociaż w ten sposób będę mogła im pomóc.

Wiesława SKIERECKA – opiekunka goldenki ZELDY

Moją miłość do goldenów zapoczątkowała Maja, 3-letnia suczka córki, która po operacji spędziła z nami cztery miesiące. Wychowana od szczeniaka w domu pełnym miłości, wyrosła na psa który kocha człowieka całym sercem, jest przyjacielska i radosna. Taki obraz goldena sprawił, że zaczęliśmy razem z mężem poważnie myśleć o wzięciu
szczeniaka takiej rasy. Los jednak sprawił, że zamiast beztroskiego szczeniaczka, adoptowaliśmy 7-letnią Zeldę, suczkę zabraną przez Fundację z pseudohodowli, bardzo skrzywdzona przez człowieka, nieufną i lękliwą. Jak się okazało była to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć!! Zelda jest cudownym psem, który pomimo złego doświadczenia bardzo pragnie kochać człowieka i być przez niego kochanym.
Dzięki Fundacji wartej Goldena takie właśnie psy, nie kochane i skrzywdzone, mają szansę na dom, w którym zapomną o złych doświadczeniach i będą mogły cieszyć się beztroskim psim życiem do końca swoich dni. Pomagajmy więc ile się da!!
„Golden retriever nie jest psem, tylko jednym, wielkim, chodzącym, mokrym pocałunkiem” 😀

Monika PIĄTEK – opiekunka goldenki NESTI

DZIAŁ MARKETINGU

Paulina MIKUŁA – opiekunka goldenki BEZY

Odkąd pamiętam moje serce biło mocniej na widok każdego zwierzaka. W domu niestety żadnego nie było (mieszkanie w bloku, alergia mamy i starszej siostry itp.) Ale od czego są dziadkowie! Pies, koty, króliki, owce, kozy, kury, kaczki, indyki – pojawiały się wszystkie zwierzaki o jakie z siostrami prosiłyśmy. Nawet był plan przygarnięcia kucyka, który wraz z Dominika opracowałyśmy z najdrobniejszymi szczegółami w jedną noc pod kołdrą (nie do końca wiem co poszło nie tak…).
Do dziś, to właśnie zwierzęta są w stanie najmocniej mnie rozbawić, najgłębiej wzruszyć i najszybciej ukoić wszelkie troski.
Przez bardzo długi czas nie miałam możliwości przygarnąć zwierzaka na stałe, ale starałam się im pomagać na inne sposoby. Do tej pory (nie licząc bycia niańką dla wszystkich psów i kotów pod nieobecność moich znajomych) była to głównie pomoc finansowa. Jednak cały czas czułam że mogę dać z siebie coś więcej i w taki sposób, za przykładem siostry, zostałam wolontariuszką fundacji Warty Goldena.

W trakcie mojego wolontariatu w Warcie przyjęłam pod dach Bezę. Miałam być dla niej tylko awaryjnym DT na ok 10 dni… 😉 ale nie oddałam już tej rudej gałganicy – jest moja!
Codzienność z Bezą i świadomość ile psiaków potrzebuje pomocy, a właściciele wskazówek, skłania mnie do uczestniczenia w kolejnych seminariach, kursach, szkoleniach. Może pewnego dnia będę mogła profesjonalnie pracować z psami 😉 w końcu powinniśmy robić to co nas uszczęśliwia i spełniać swoje marzenia…

 

Sylwia LUBECKA – opiekunka goldenów ABRY, FELKA i PUDZIA

Dołączenie do grona wolontariuszy Fundacji Warta Goldena nie było przypadkowe. Jestem typowym zwierzolubem. Mieszkając na wsi, dorastałam wśród zwierząt różnego gatunku. Poznawałam ich potrzeby oraz odkrywałam, że każde z osobna myśli i czuje. Uczyłam się odpowiedzialności i szacunku. Nie będę jednak ukrywać faktu, że to właśnie psiaki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Od najmłodszych lat w asyście siostry opiekowałam się czworonogami dziadków.
Miłość do rasy Golden Retriever narodziła się bardzo szybko i bardzo wcześnie. W 2005 roku puchata, złota kuleczka o wdzięcznym imieniu Bemol zawładnęła życiem moim i mojej rodziny. Prawie jedenaście wspólnie spędzonych lat minęło jak jeden dzień. Jesienią 2015 roku Bemol odszedł za Tęczowy Most. Jego odejście było mieszanką smutku, cierpienia, żalu, pustki oraz złości do całego świata. Aby chociaż w połowie uśmierzyć ból po stracie najwierniejszego przyjaciela, podjęłyśmy z siostrą decyzję o kupnie kolejnej, puchatej kuleczki. Przeszukując oferty w Internecie natrafiłyśmy po raz pierwszy na stronę Fundacji Warta Goldena. Decyzja była jednogłośna. Nie kupujemy! Adoptujemy!
 Przechodząc pomyślnie procedurę adopcyjną – 28 listopada 2015 roku adoptowałyśmy Abrę – sunię uratowaną z pseudohodowli. Kilka miesięcy później w naszym domu pojawił się Felek. Razem stworzyli duet idealny.
Mając u swojego boku dwa adoptowane, szczęśliwe futra, nie zapomniałam o Warciakach czekających na swoje nowe rodziny. Codziennie z zapartym tchem śledziłam ich losy. Obecnie jako wolontariusz mogę dać z siebie wszystko i pomagać im na 100%. Ktoś kiedyś powiedział: „Adoptując jednego psa nie zmienisz świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa.” W zespole ludzi z ogromną pasją, którym przyświeca wspólny cel – mogę odmienić świat jeszcze nie jednego złotka. A zatem do dzieła!

Magdalena SPYTEK – opiekunka goldena MAXA

Od małego byłam bardzo wrażliwa na krzywdę psiaków i zawsze chciałam wszystkim pomóc. Wychowałam się z psem i wiedziałam, że jak będę miała swój dom to oczywiste, że pies też będzie. Od najmłodszych lat byłam bardzo samodzielna, wyjechałam mając 20 lat szukając swojego miejsca. Poznając mojego męża wiedziałam, że rozumie moją miłość do psiaków i wiedziałam, że już, już zaraz pojawi się.

Po drodze trafiła się kolejna przeprowadzka, ale nie chciałam odwlekać decyzji o psiaku i tak pojawił się Max. Niedługo później okazało się, że jestem w ciąży. Szczeniak i za chwilkę dziecko, w głowie pewnie zapala się żółta lampka? Ja jednak postanowiłam poświęcić czas ciążowy dla Maxa. Między nimi jest rok różnicy, dzięki Maxowi córka bardzo szybko nauczyła się obcowania z wielkim złotym futrem. Mam nadzieję, że między nimi będą tak cudowne wspomnienia z dzieciństwa jakie mam sama.

Wiedziałam, że moja pasja nie zakończy się tylko na Maxie, szkoleniach z nim, pomocy w miejskim schronisku, więc teraz chcę pomóc w Fundacji. Widzę zaangażowanie, heroiczną pracę ludzi połączonych wspólną pasją obserwując Wartę. Teraz mam możliwość dołożenia swojej cegiełki, a może niebawem pomóc jakiemuś Warciakowi.

Monika MAJCHER – opiekunka goldena SPENCERA

Mam na imię Monika. Oczkiem w głowie jest moja córka Marysia oraz od stycznia 2017 roku  Spencer. Jak trafił do nas Spencer? Po stracie goldenki Bianki, która należała tak naprawdę do siostry zakiełkowała w mojej głowie myśl, żeby może tak przygarnąć pieska. Pieska, który byłby mój i Marysi. Wiedziałam, że będzie to na pewno Golden!

Złożyłam ankietę… najśmieszniejsze jest to, że w ankiecie zaznaczyłam, że chciałabym suczkę max do dwóch lat…. I co? I trafił do nas piesek w wieku 4,5 roku. Przewrotne jest to nasze życie. Ale nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Nie mogłam lepiej trafić. Kiedy wracam z pracy i widzę kręcącego się dookoła i machającego ogonem Spencera wiem, że to najlepsza decyzja jaką podjęłam.

Na początku Spencer miał problemy  z pokonaniem schodów, ale już się do nich przyzwyczaił – przynajmniej do tych na zewnątrz. Schody wewnętrzne nadal są dla niego tajemnicą, ale nie zmuszam go, może przyjdzie taki czas, że zawita do pokoju mojego i córki. Spencer ma rewelacyjne wyczucie czasu i bardzo pilnuje swoich godzin posiłków. Nie jest to piesek po przejściach, bo wiem że miał wspaniałą rodzinę, być może dlatego nie mieliśmy z nim problemów behawioralnych.
Od czasu kiedy jest u nas Spencer wspierałam Fundacje w miarę możliwości finansowo lub przekazując rzeczy na bazarek.

Marta Witkowska – opiekunka goldena Cezara

W moim rodzinnym domu psy były obecne odkąd pamiętam. To znaczy, tak naprawdę, odkąd jako 5-latka wpadłam na pomysł, że pieska mieć muszę i już. Kiedy rodzice powiedzieli „nie”, dziwnym trafem zaczęłam nerwowo mrugać oczami. Cudownym lekarstwem okazał się malutki jamniczek przygarnięty od znajomych. Kiedy pojawił się w domu – przeszło jak ręką odjął! Teraz, po latach, wypominają mi, że to był emocjonalny szantaż, ale ja uważam, że przesadzają…

Kiedy założyłam swój dom, brakowało mi w nim jakiegoś kudłatego koleżki, ale nie miałam odwagi, żeby porwać się samodzielnie na przygarnięcie jakiegoś. U rodziców było nas 7, więc zawsze można było rozdzielić opiekę na… 14 rąk 😊 a tu ja sama, jedna, studia, praca… o psie zapomnij.

Lata mijały, myśli o zwierzaku cyklicznie wracały, ale zawsze było jakieś ALE. Aż do momentu, kiedy trafiłam na stronę Fundacji. Najpierw niezobowiązująco polubiłam fanpage, potem coraz częściej zaglądałam na forum, przeglądałam zdjęcia psiaków, czytałam ich historie i w głowie mi się nie mieściło, że tyle goldenów potrzebuje pomocy. Przecież to psy idealne, rodzinne, o złotym charakterze, ich nikt nie wyrzuca, nie krzywdzi, nie oddaje, bo coś. A jednak… I dotarło do mnie jeszcze jedno – przecież ci wszyscy ludzie, którzy adoptują podopiecznych Warty, też mają pracę, obowiązki, mieszkanie w bloku. Skoro oni mogą, to ja nie dam rady? Narzeczony był sceptyczny, ale jakoś udało mi się go przekonać (wiedziałam, że mruganie oczami drugi raz nie przejdzie, więc musiałam sięgnąć po inne argumenty). Ostateczna decyzja zapadła, kiedy trafiliśmy na wątek Cezara, 5-latka z psim ADHD. „Piotreeeek, chodź szybko, zobacz, Twój pies też miał na imię Cezar, prawda? Ile to już lat go nie ma? Przypadkiem nie 5?”. No i uznaliśmy, że to znak od losu i inaczej być nie może – bierzemy Cezara do siebie. I choć początki do łatwych nie należały (narzeczony dostał alergii, Cezar słuchał się kiedy chciał i jak chciał, a na podwórku siał postrach wśród psów), to przetrwaliśmy i teraz nie wyobrażamy sobie życia bez tych czterech kudłatych łap. Skradł nasze serca i kanapę totalnie. To doświadczenie pokazało nam, że potrzeba naprawdę tylko trochę cierpliwości i czasu, żeby zmienić psie życie o 180 stopni. No dobra, nie tylko psie… 😉 Mam nadzieję, że dzięki Fundacjom takim jak Warta Goldena coraz więcej osób to zrozumie i zechce przekuć tę wiedzę w praktyczną pomoc. A jeśli ja mogę w jakimś małym procencie mieć w tym swój udział  – to będzie dla mnie ogromna radość 😊