Przedstawiamy osoby, które pracują w fundacji:

DZIAŁ ADOPCJI

Ewa MARCNIAK – opiekunka goldenów FUXA i LULI

Ewa i FuxCóż tu napisać?
Że zawsze w moim dzieciństwie były psy i  że je kochałam? Tak, było ich chyba z dziesięć. Od Cocker Spaniela przez wielorasowce do Pointerki Angielskiej po Championie Polski Aso, który był psem mojego brata, a Kora trafiła do nas jako szczeniak za pokrycie.
Każdy psiak był inny, ale  wszystkie kochałam na swój dziecinny sposób. Czasami mama krzyczała do mnie, że z psem trzeba wyjść, a mi się po prostu wtedy nie chciało. Tak właśnie było. Pamiętam jak zbliżały się święta Bożego Narodzenia i siedziałyśmy z mamą w kuchni, robiłyśmy przygotowania do świąt. Mama dała Adze, mojej rudej cockerce kość, a ona czmychnęła pod stół, zaczęła obgryzać ją i się krztusić. Chciałam jej ją zabrać i ratować, a ona mnie ugryzła w palec u nogi… oto cała cockerka.
Tak naprawdę miłość w pełni tego słowa znaczeniu zrozumiałam dopiero po 23 latach od momentu uśpienia Kory (ropomacicze), gdy trafił do nas Fux – psiak z pseudohodowli zarobaczony, nieszczepiony, gotowy do eutanazji. Golden Retriever – złoty król. Dzięki niemu na nowo poznawałam świat zwierzęcy, psiakowy.
Kocham wszystkie psy i gdybym tylko mogła, to wszystkie bym zabrała do siebie. Praca w fundacji daje mi możliwość pomagania na szerszą skalę. Zawsze jak tylko mogę, to pomagam, nie tylko goldenom,  wykonując telefon i mówiąc: Witam, Ewa Marciniak się kłania z Fundacji Warta Goldena. Możemy Państwu pomóc, jesteśmy do Państwa dyspozycji.

Katarzyna KOSIŃSKA – opiekunka goldena FURIO

Jako mała dziewczynka szalałam na punkcie wszystkich zwierząt. Każdy kot i piesek spotkany na ulicy musiał być nakarmiony, wygłaskany i wyprzytulany. Pragnienie bliskości zwierząt nie zostało zaspokojone przy moim pierwszym psie. Eta, Cocker Spaniel – wówczas moja rówieśniczka, była kochanym, ale trudnym i czasem agresywnym psem. Spędziła z nami całe swoje życie, ale jej niezależność nie pozwoliła nam nigdy poczuć jak cudowna może być psia miłość. Tej udało mi się doświadczyć dopiero przez kolejne 18 lat wspólnego dorastania z jamniczką długowłosą – Gapą. Ta mała piękność potrafiła całkowicie zawładnąć sercem i podporządkować sobie całą rodzinę. Towarzyszyła nam zawsze i wszędzie, obdarowując nas wieloma cudownymi chwilami. Wyjątkowo trudna i wyczerpująca opieka, którą sprawowaliśmy podczas psiej starości naszej „jamniczanki” jeszcze bardziej uwrażliwiła mnie na krzywdę i dobrostan zwierząt. Po jej śmierci nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że kiedykolwiek miałabym przeżyć te wszystkie emocje jeszcze raz i narazić się na taki ból po stracie przyjaciela.

Dopiero 4 lata później postanowiłam być domem tymczasowym dla jakiegoś psiaka – z potrzeby pomocy jakiemuś włochaczowi, a także z tęsknoty za tymi pięknymi czarnymi oczami, ale przede wszystkim dlatego, że uświadomiłam sobie jak wiele psów jest porzucanych i potrzebujących pomocy. Przykładem tego jest Miśka – znaleziona w okresie wakacyjnym na polnej drodze obok worka karmy Owczarka Niemiecka (dziś szczęśliwa u moich rodziców).
Znajomość z Wartą Goldena rozpoczęłam od przyjęcia jako DT Furiasa – młodego, przeuroczego łobuziaka o niespożytej energii. Aby jak najlepiej się nim zająć zaczęłam się zagłębiać w tematy wychowywania psów, rozładowywania energii, eliminacji nadpobudliwości i lęków u Goldenów. Musiałam również zreorganizować cały tryb życia i zmienić swoje podejście do futrzaków z typowego mojego „kizi mizi” na bycie przewodnikiem, gdyż Furias potrafi wykorzystać swoją urodę i wejść na głowę;) Warta Goldena od początku wydawała mi się organizacją rzetelną, która jest otwarta na potrzeby zwierząt i realizuje zamierzone działania, dlatego od dawna śledziłam jej historię na facebooku. Teraz, gdy przekonałam się jak pomocni, otwarci i słowni są jej członkowie pragnę stać się tego częścią, dalej rozwijać swoją wiedzę i wykorzystać swoją energię aby pomóc Złotkom.

Agnieszka GIERMEK-ZIÓŁKOWSKA – opiekunka goldenów KLARY i MAKSA

Prawdziwy dom współtworzą z ludźmi zwierzęta. Nie ma nic cudowniejszego niż ślad mokrych łap na podłodze, zimy nochal budzący z samego rana, lub ciepło psa, który tuli się w zimę do naszego boku. Dom bez psów jest pusty, jakby niedopełniony.

Psy były w moim życiu zawsze. W rodzinnym Krakowie na ogół były to nierasowe znajdy, kochające człowieka najbardziej na świecie. Potem po przeprowadzce do Warszawy, długo nie miałam psa. Moja praca zawodowa – częste wyjazdy, sprawiały, że przez kilka lat nie chciałam się zdecydować na psa. Dopiero zmiana pracy sprawiła, że na poważnie zaczęłam zastanawiam się nad nowym czworonożnym przyjacielem. Po roku poszukiwań, do naszej rodziny dołączył golden retriever Maks.

Cudowny, zrównoważony, mądry, odważny i lojalny. To on nauczył nas wszystkiego o tej rasie i cierpliwie prowadził poprzez wszystkie szkolenia z zakresu psiego posłuszeństwa. Niezastąpiony w domu, na spacerze i w licznych podróżach. Po 4 latach życia z` Maksem, doszłam do wniosku, że chcę pomóc innemu psu ofiarując mu ciepły dom, cierpliwe serce i czas. W szczególnym momencie w grudniu 2018 roku dołączyła do nas Klara, początkowo lękliwa, drobna sunia. Miała zostać na kilka tygodni, ale została na stałe. Jej czułe, mądre oczy roztopiły nasze serca na dobre a do naszego spokojnego domu wprowadziła niezwykłą energię i mnóstwo śmiechu.

Dziś Klara i Maks to zgrany duet a my nie wyobrażamy sobie już bez nich naszego życia. Podnoszą na duchu w chwilach trosk, wyciągają na spacery w najbardziej zimowe wieczory pokazując nam piękno okolicy, rozpychają się łóżku i sprawiają, że zawsze wracając myślimy o tym, aby przynieść im coś fajnego. Klara dała nam taki ogrom miłości i tak bardzo zmieniła nasze życia, że chciałam choć częściowo móc odwdzięczyć się fundacji. Bardzo dziękuje za tę szansę.

Natalia KARPIŃSKA – opiekunka „goldena” MAKSA

Na poważnie pracą ze zwierzętami zajęłam się dopiero na studiach, w Akademickim Klubie Jeździeckim. To był okres kiedy konie to było całe moje życie i praca z nimi bardzo wiele mnie nauczyła. Nie tylko pokory ale i delikatności, harmonii, spokoju. Konie to prawdziwa szkoła charakteru – jeśli nie zapanujesz nad sobą, nie dogadasz się z nimi.
Po studiach przyszedł czas na nowy etap w życiu, w którym bez zwierząt było po prostu pusto… I wtedy pojawiła się Warta Goldena. Razem z wolontariuszkami pomyślałyśmy, że na początek dobry będzie dla mnie DT, tak żebym mogła się sprawdzić, zobaczyć. Trafił do mnie Maksio, mieszaniec w typie goldena, ale przecudowny, z najbardziej mięciutką sierścią na świecie. Po jakimś czasie, jak się możecie domyślać, chciałam żeby został ze mną już na zawsze. Sama nie wiem jak to się stało, ja myślałam o innym psiaku, a dziewczyny „weź tego”. Wiedziały co robią, bo wiem, że zawsze starają się dobrać psa do odpowiedniego człowieka, za co będę im zawsze wdzięczna ❤
Wierzę, że zwierzęta trafiają do nas w jakimś celu, że pojawiają się w naszym życiu, żeby nas czegoś nauczyć. Czego uczy mnie Maks każdego dnia? Hmm.. Uczy mnie, żeby się nie przejmować bzdurami. Że spacery tą sama drogą są nudne. Że najlepiej to w dziką naturę, bo wtedy mimo swoich lat, stawia uszy, ogon w górę i kłusikiem przez wysokie, pokryte poranną rosą trawy. Taki mały-wielki odkrywca nowych ścieżek, całkiem jak ja. Że jak czegoś nie wolno, ale bardzo się chce, to można. Dlatego też jest mistrzem spa-kąpieli we wszystkich błotnych i śmierdzących kałużach. Czasem myślę, że ma jakiś radar na wodę, którą wyczuwa z daleka i dokładnie wie w którą stronę iść 🙂 Na pewno jest jeszcze wiele innych rzeczy, których on mnie już nauczył, ale ja odkryję je dopiero we właściwym dla siebie czasie.
Cieszę się, że będę częścią Fundacji i będę mogła pomagać odnajdywać psiakom swojego człowieka 🙂

Laura LOSERT-WIECH – opiekunka goldena WAFLA

Wszystko zaczęło się, od bajek, filmów, w których to psiaki zawsze są najwierniejszymi i najbardziej radosnymi przyjaciółmi człowieka… Od najmłodszych lat również pragnęłam aby w moim życiu pojawił się cudowny włochaty towarzysz życia. Tata był innego zdania… psy są dobre tylko do wielkich domów… a po drugie uważał, że pewnie obowiązek wyprowadzania spadłby na niego.

Mamusia zawsze chciała mi wynagrodzić to, że nie możemy mieć przyjaciela. Sama dobrze wiedziała co to znaczy, bo w jej domu rodzinnym była kochająca Mikusia. Zaczęło się od rybek, chomika, królika… za każdym razem chciałam udowodnić, że zwierzaki dla mnie to coś więcej niż obowiązek… niestety. Zdjęcie Goldena i Huskiego zawisło na mojej mapie marzeń.

Gdy poznałam mojego męża, okazało się, że ma 2 goldeny 🙂 przypadek ? nie sądze 🙂 Niestety opiekę nad nimi sprawował ze swoją byłą dziewczyną, która po naszej wyprowadzce nie zgodziła się, aby były z nami. I tak zamarzyliśmy o swoim własnym stadku. Mój mąż już wcześniej wspomagał wirtualnie psiaki z innej fundacji zajmującej się goldenami, więc zaproponował abyśmy pomogli jakiejś sierotce zamiast kupować szczeniaka.
Wtedy znaleźliśmy Wartę Goldena i poznaliśmy cudownych ludzi, którzy co dzień pomagają pokrzywdzonym psiurkom. Najpierw zapragnęliśmy pomóc jednemu… ale wiecie co ? to uzależnia i daje taką radość w sercu, jaką ciężko wywołać czymkolwiek innym <3

Obecnie w naszym stadzie jest około roczny Warciany Chachor Wafel, który nadaje naszemu życiu kolorowych barw, wreszcie mam się z kim pobrudzić i skakać w kałuże, sprawia, że każdy dzień jest wyjątkowy i pełen uśmiechu, za co z całego serca dziękujemy Fundacji.

Kamila DROZD – opiekunka goldenów OSKARA i BLANKI (patrz -> władze fundacji)

Monika ZAKRZEWSKA – opiekunka goldenki MYSZKI (patrz -> władze fundacji)

 

DZIAŁ DOMÓW TYMCZASOWYCH

Dominika KOBYLIŃSKA – opiekunka goldena BINKA (patrz -> władze fundacji)

Ida SCHILING – opiekunka goldena AXELA

Posiadanie psa było moim marzeniem od kiedy pamiętam. Niestety, rodzice nie podzielali mojego entuzjazmu, dlatego musiałam poczekać aż do wyprowadzki na swoje. Mniej więcej w tym czasie mój kuzyn kupił szczeniaka goldena, którego od małego tresował z wizją pracy w straży pożarnej. Nie muszę chyba tłumaczyć, że zakochałam się w tej rasie od pierwszego wejrzenia. Wcześniej udzielałam się również w schronisku, pomagając w wolnych chwilach wyprowadzać psy na spacer i bardzo chciałam dalej pomagać psiakom z trudniejszą przeszłością. Wtedy przypadkiem w internecie znalazłam Wartę Goldena. Plan był taki, że będę przyjmować kolejne psy w ramach domu tymczasowego, ale dość szybko Axel skradł moje serce i nie było mowy, żebym mogła go komukolwiek oddać. Dzisiaj nie wyobrażam sobie dnia bez pobudki z jego nochalem przed twarzą. Chcę się edukować w kwestii opieki, szkolenia i komunikacji z psami, a także pomagać kolejnym złotkom znaleźć swój idealny dom.

Paulina MIKUŁA – opiekunka goldenki BEZY

Odkąd pamiętam moje serce biło mocniej na widok każdego zwierzaka. W domu niestety żadnego nie było (mieszkanie w bloku, alergia mamy i starszej siostry itp.) Ale od czego są dziadkowie! Pies, koty, króliki, owce, kozy, kury, kaczki, indyki – pojawiały się wszystkie zwierzaki o jakie z siostrami prosiłyśmy. Nawet był plan przygarnięcia kucyka, który wraz z Dominika opracowałyśmy z najdrobniejszymi szczegółami w jedną noc pod kołdrą (nie do końca wiem co poszło nie tak…).
Do dziś, to właśnie zwierzęta są w stanie najmocniej mnie rozbawić, najgłębiej wzruszyć i najszybciej ukoić wszelkie troski.
Przez bardzo długi czas nie miałam możliwości przygarnąć zwierzaka na stałe, ale starałam się im pomagać na inne sposoby. Do tej pory (nie licząc bycia niańką dla wszystkich psów i kotów pod nieobecność moich znajomych) była to głównie pomoc finansowa. Jednak cały czas czułam że mogę dać z siebie coś więcej i w taki sposób, za przykładem siostry, zostałam wolontariuszką fundacji Warty Goldena.

Codzienność z Bezą i świadomość ile psiaków potrzebuje pomocy, a właściciele wskazówek, skłania mnie do uczestniczenia w kolejnych seminariach, kursach, szkoleniach. Może pewnego dnia będę mogła profesjonalnie pracować z psami 😉 w końcu powinniśmy robić to co nas uszczęśliwia i spełniać swoje marzenia…

DZIAŁ PRZYJĘĆ PSÓW DO FUNDACJI

Klaudia BOROWIKopiekunka goldenów RAJLI i ARMANIEGO

IMG_0139Gdybym mogła mieć jedno życzenie do spełnienia? Aby każde zwierzę było kochane, szanowane i miało swoją cudowną rodzinę. Aby nie istniały schroniska, przytuliska, schrony i najlepiej ludzie, którzy doprowadzają do tego, że są one wiecznie przepełnione. Niestety, złotej rybki nigdy nie udało mi się złowić, wiem natomiast że każdy może się przyczynić do wielkiego kroku w tę stronę.
W wieku 15 lat zapragnęłam mieć psa i od razu wiedziałam, że ma to być Golden. Niestety, w rodzinnym domu nie miałam do tego warunków i jedyne na co mogłam liczyć to prezent od rodziców w postaci ręcznika z wizerunkiem Złotka, który do dzisiaj jest ze mną. Gdy tylko opuściłam mury mojej wioski i przeprowadziłam się do Poznania, wiedząc że pragnę tego od 6 lat i nie było to dziecinną zachcianką podjęłam razem z chłopakiem decyzje o psiaku. Znaleźliśmy hodowle i tak oto Rajli jest z nami od 1,5 roku. Długo jednak jedynaczką nie była.
W styczniu 2017 r. pierwszy raz nawiązałam kontakt z Fundacją jako DT Armaniego. I tak miało być, wszyscy w domu powtarzali po sto razy, że mam pamiętać że to DT, że w ten sposób pomożemy wielu psom, że tylko na taką pomoc możemy sobie pozwolić, że nie mamy warunków na drugiego psa na stałe. Niestety na DT nie nadawaliśmy się kompletnie, Armani zahipnotyzował wszystkich po pierwszych dniach i wybrał sobie nas na swoją rodzinę już do końca, nie chciał się nigdzie dalej wybierać a i my nigdy byśmy go już nie oddali. Rajli zyskała starszego brata, a my wspaniałego i
oddanego przyjaciela.
Od Fundacji wręcz się uzależniłam, śledziłam wątek każdego nowego psiaka, wzruszając się kiedy tylko znalazł dzięki Warcie Goldena nowy, cudowny dom. Szybko przyszła mi myśl, że chcę i mogę robić więcej i należeć do grona tych wspaniałych ludzi. Tak trafiłam do działu przyjęć, gdzie zawsze mogę liczyć na wsparcie Angeliki jak i reszty członków Warcianej rodziny.
Zrobię wszystko aby godnie reprezentować Fundację i pomóc Złociakom trafić do swoich ludzi.

Paula POLICEWICZ – opiekunka labradora LAREGO

Psy zawsze były moim ulubionym gatunkiem zwierząt – miłość zaszczepili we mnie rodzice i babcia, właścicielka jamnika giganta Alfa.

Alf był moim przewodnikiem w dzieciństwie i jego odejście było bolesnym doświadczeniem. Później w naszym domu pojawiły się bassety – wspaniałe uparciuchy, które sprawiły, że całą rodziną zainteresowaliśmy się kynologią. Kiedy wyprowadziłam się od rodziców doskwierał mi brak psiej obecności na co dzień – najpierw były studia, później praca, i wieczny brak czasu, zabieganie.
Dopiero w dobie koronawirusa, widząc, że wiele fundacji również przechodzi ciężki okres, zdecydowałam, że to już ten moment i tak oto pojawił się w moim życiu Lary – mieszanka goldena z labradorem o ogromnym sercu i niewyczerpanych pokładach miłości do człowieka. Z Larym, który ma problem z lękiem separacyjnym, zaczęłam pracować z behawiorystą i pogłębiać wiedzę o psim zachowaniu. Wiem, że to dopiero początek naszej wspólnej przygody. Fundacja wykonuje niesamowitą pracę, ratując tak wiele niesamowitych psiaków. Cieszę się, że mogę w tym uczestniczyć.

 

ORGANIZACJA WIZYT

Kamila JAWOROWICZ – opiekunka goldena CEZARA

Jakiś czas temu zauważyłam, że w moim życiu czegoś brakuje… Pomysł przyszedł nagle i wydał mi się całkiem oczywisty – przecież kocham zwierzęta, dlaczego więc nie miałabym im pomagać? Wcześniej oczywiście wspierałam różne akcje, ale to nie było to samo… Postanowiłam dołączyć do Fundacji. Z racji na sentyment do Goldenów, wybór był prosty – to musiała być Warta Goldena.

Już jako dziecko bardziej ufałam zwierzętom niż ludziom. Kiedy zobaczyłam jakiegoś psa na ulicy, biegłam do niego z otwartymi ramionami i niepohamowaną chęcią głaskania, chociaż oczywiście było to skrajnie nieodpowiedzialne.

W wieku 10 lat rozpoczęła się najpiękniejsza znajomość mojego życiu – dostałam Spike’a, uroczego, kremowego Goldena, który w zamyśle mojej rodziny miał pomóc mi w nabraniu pewności siebie, a ostatecznie stał się moim przyjacielem.

Przez niemal 12 lat Spike był członkiem mojej rodziny i najwspanialszym kompanem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. To właśnie podczas jego choroby uświadomiłam sobie, że chciałabym pomagać zwierzętom.

Kiedy zostałam przyjęta do Fundacji, poczułam wielką radość. Szybko zostałam domem tymczasowym dla Cezara, który został u mnie na zawsze.

Moje marzenie? Nie będę oryginalna. Jak najwięcej kochających domów dla naszych podopiecznych i jak najmniej psów w schroniskach i na łańcuchach.

DZIAŁ OPIEKI POADOPCYJNEJ

Małgorzata GRABOWSKA – opiekunka retrieverów ORIONA, POLI i DORIANA

Odkąd pamiętam zawsze chciałam mieć psa (i konia ). Bardzo długo męczyłam rodziców o szczeniaka. Zdecydowali się mi go podarować, dopiero gdy byłam nastolatką. Dostałam śliczną, puszystą kulkę – owczarka niemieckiego o imieniu Nero. Spędziliśmy razem 10 cudownych lat. Kiedy odszedł, początkowo nie chciałam już psiaka, ale brakowało mi spacerów, sierści na ubraniach i w łóżku. Stąd decyzja o zakupie kolejnego futrzaka. Padło na Golden Retrievera – Oriona  – który do dziś jest ze mną. Czemu ta rasa… No przecież są takie miłe, przyjazne i kochają wszystkich. Z perspektywy czasu wiem jak bardzo byłam w błędzie. Z Orionem zaczęłam poważniej myśleć o trenowaniu z psami: zaczęło się od Podstaw Pracy z Psem w Alteri, potem było Obedience.

Kiedy Orion miał 6 lat zaczęłam rozważać przyjecie pod swój dach drugiego pieska. Nie wiedziałam czy schronisko, czy fundacja czy szczeniak i tak z myślami biłam się  2 lata. Aż zobaczyłam na jednej z grup na FB miot Chesapeake Bay Retrieverów z hodowli FCI. Zaczęłam czytać o rasie, kuzyni goldenów, ale bardziej wymagający. No i pojechałam „tylko zobaczyć” szczeniaki. A wróciłam z Polusią, najbardziej kochaną i zapatrzoną w człowieka psiną jaką znam. Zrobi dla przewodnika wszystko. Faktycznie CBR to uparte stworzenia, ich nauka wymaga więcej czasu niż labów czy goldenów, ale są dużo bardziej skoncentrowane na przewodniku. I tak z  Polą zaczęły się poważniejsze treningi: prócz podstaw pracy z psem, znów w Alteri, Railley – O, dodatkowo próbowałyśmy Dummy. A potem tropienie użytkowe. W czasie tych szkoleń polubiłam pracę z psami. Jak widziałam kiedy mali łobuzi wyrastają na dobrze wychowanych przewodników.

Kiedy odchowałam moje futra, aplikowałam do FWG na dom tymczasowy, by móc pomagać goldenom w potrzebie. Sądziłam, że trzeci pies to jednak za dużo szczęścia, ale na jakiegoś tymczasa zawsze znajdzie się i czas i miejsce. I tak zostałam domem tymczasowym dla Morfeusza, potem Selene. No a potem pojawił się Dorian i zaczęła się zupełnie nowa przygoda. Wypływam na wody nieznane.

Monika KALISTA-DAŃDA – opiekunka „goldenki” MILI

W kilku słowach o sobie i o tym, że od małego dziecka pamiętam, że pragnęłam mieć w domu pieska. Oczywiście wtedy nie miałam świadomości, że oprócz oczywistej przyjemności to również odpowiedzialność za żywą istotę a także mnóstwo obowiązków. Tak więc moje dziecięce marzenie spełniło się dopiero jak byłam dorosłą i odpowiedzialną osobą. W 2007r. po raz pierwszy wprowadził się do mnie, mojego męża i naszego wspólnego życia Golden a ściślej mówiąc Goldenka o imieniu Frida, została oddana przez swoją poprzednią opiekunkę bo ta nie mogła się nią dłużej zajmować. Początki były trudne bo Frida bardzo tęskniła za swoją poprzednią rodziną, ale po jakimś czasie przekonała się, że jej nowa rodzinka nie jest taka zła. Pokochaliśmy ją całym sercem i była spełnieniem moich dziecięcych marzeń o posiadaniu psa. Niestety w niedługim czasie zaczęły się problemy zdrowotne Fridy. Począwszy się od choroby tarczycy, zaczęła zażywać Eutyrox, potem pojawiły się problemy z oczkami diagnoza – dystrofia, próbowaliśmy walczyć skończyło się operacją u dr. Garncarza, jednak choroba tak szybko postępowała, że operacja nie na długo pomogła. Ostatni rok życia Fridy to walka z cukrzycą. Ona była bardzo dzielna i spokojnie znosiła codzienne pobieranie krwi do badania poziomu cukru i zastrzyki insuliny. Pod koniec życia zaczęły jej również dokuczać stawy. Frida była z nami 10 lat, bardzo szczęśliwych lat. Po jej odejściu nie chciałam nawet słyszeć o innym – nowym psiaku, bo nie wyobrażałam sobie, że będę musiała jeszcze kiedyś przechodzić ból po stracie. Do zmiany decyzji przekonał mnie mój mąż, od znajomego przywiózł mi namiary na Fundację Wartą Goldena, który to również adoptował Warciaka. Przeglądając portale społecznościowe napotkałam się na swego rodzaju testament psa, który dawał radę tym którzy nie mogli się pogodzić z jego śmiercią, że najlepszym sposobem jest adopcja psa, takiego właśnie opuszczonego, schroniskowego. I wtedy właśnie podjęliśmy z mężem decyzję, że zwrócimy się do Fundacji i przyjmiemy pod swój dach i naszych serc kolejnego Goldena. Po otrzymaniu maila z informacją o Mili od razu się w niej zakochałam i strasznie było mi przykro, że nie mogłam jej od razu zabrać do domu (nie mogłam odwołać zaplanowanego wcześniej wyjazdu). Jak ja się bałam, że Fundacja może ją przekazać komuś innemu. Ale na szczęście Fundacja nam zaufała i Mila w końcu trafiła do nas. Byłam bardzo zaskoczona tym, że Mila tak szybko się na nas otwarła i po kilku dniach była już cała nasza. Jest cudownym, kochanym i pełnym energii naszym oczkiem w głowie. Bardzo się cieszę, że jest z nami. Planujemy powiększyć naszą rodzinę o kolejnego Warciaka, żeby Mila miała swoje psie towarzystwo. Myślę, że za kilka miesięcy będzie to możliwe. Chciałabym żeby wszystkie psy miały kochające domy, dlatego chcę spróbować pracy w Fundacji, może chociaż w ten sposób będę mogła im pomóc.

Aleksandra HEGNER – opiekunka goldena JUNIORA

Zostałam wychowana w bardzo kociej rodzinie, ale każda przybłędka od szczura, po kota i psa została u nas nakarmiona i daliśmy jej schronienie. Każdy z naszych kotów wybrał sobie nas, nie my jego, wiec nie mogliśmy postąpić inaczej jak odstąpić im miejsce na poduszce we własnym łóżku.

Moją miłość do walki o zwierzęta obudziła nasza pierwsza kicia – Bianka. Miałam 9 lat kiedy bawiąc się na podwórku u babci zauważyłam ze dzieci wyciągnęły kociaki od matki. Przez „zabawy” z kociakiem kotka odrzuciła najsłabszego i schowała się z resztą maleństw. Najsłabsza kicia trafiła w ręce największego dzieciaka, który podrzucał nią coraz wyżej i do dziś nie wiem jak udało mi się to zrobić z tak drobną posturą ale zabrałam koteczka i uciekałam ile miałam sił w nogach. Obiecałam jej, ze nie pozwolę żeby stała jej się krzywda. Dziś jest spokojną staruszką i oczkiem w głowie całej rodziny i sprawuje piecze nad pozostałą czwórką urwisów.

Dopiero w pracy jako technik weterynarii zaczęłam rozumieć się z psami. Początkowo bardzo się ich obawiałam, nie rozumiałam i wolałam pracować raczej z kotami. Moją miłość do goldenów rozbudziły Luna i Brucio – Goldeny adoptowane przez Zuzannę, z którą pracuje.

Wiecznie wesołe oczka i ogon Bruciątka i mało zgrabne ruchy Luny, która się trochę obawiała ale była zazdrosna kiedy to Brucia miziałam , a nie ją, rozkładały moje serce na części pierwsze. Decyzja o domu tymczasowym, a później adopcji była najlepszą w naszym życiu, chodź wtedy wydawała się bardzo ciężka, ponieważ mój chłopak żył w rodzinie, która w przeciwieństwie do mojej nie potrzebowała w swoim życiu zwierząt , a sam on nie miał dobrych doświadczeń z dużymi psami. Minął ponad rok od adopcji Juniastego i do dziś jestem w szoku, że to Marek powiedział, że chce żeby Juni został z nami do końca. Pokochali się na zabój i wszędzie gdzie możemy zabieramy naszego misiaka żeby spędzać z nim jak najwięcej czasu.

Krzysztof MISIAK – opiekun goldenki FUNI i ASTKA za TM

Moja  przygoda z psami zaczęła się we wczesnym dzieciństwie.W moim rodzinnym domu zawsze były zwierzęta, obcowanie z tymi cudownymi stworzeniami nauczyło mnie, że nie ma lepszego przyjaciela niż pies.
W domu nauczono mnie szacunku i miłości do zwierząt, jako dziecko nie do końca to rozumiałem  ale jako tato staram się tego samego uczyć mojego syna Sergiusza.

Z fundacją połączył nas nasz ukochany czworonożny przyjaciel Aster, który dzięki ludziom z fundacji dostał szansę na nowe życie i który na każdym kroku udowadnia nam, że warto poświęcać swój czas aby pomagać takim jak on. Pomoc dla fundacji pozwala mi spłacić dług wdzięczności wobec wszystkich zwierząt. które ze mną były i które nigdy mnie nie zawiodły.
Nie ma nic fajniejszego niż wiedza że dzięki chociażby skromnej pomocy, można uratować kolejnego „złociaka”.

Beata SZULTEK-GRUDNOWSKA – opiekunka goldenki MAŁEJ MI

Było piękne jesienne przedpołudnie. Od rana towarzyszyły mi sprzeczne emocje; z jednej strony obawa, z drugiej natomiast ogromne podekscytowanie. Nie mogłam się wręcz doczekać wyjazdu. Tak naprawdę, to emocje te towarzyszyły mi od momentu, gdy dwa dni wcześniej odebrałam telefon z Fundacji Warta Goldena i usłyszałam, że JEST, że na mnie czeka! Wsiadłam więc do samochodu i pojechałam… na spotkanie z nią – Małą Mi.
Gdy ją po raz pierwszy zobaczyłam – wcześniejszy niepokój zastąpiła jedna wielka radość.
Powitała mnie tak, jakbym była jej długo niewidzianą znajomą. Całą sobą mówiła: „No wreszcie jesteś!” To było takie naturalnie piękne – spotkanie, którego nigdy nie zapomnę. Od tej pory jest ze mną praktycznie wszędzie. To ona skrystalizowała moje pojęcie psa idealnego, a także rasy, która doskonale odpowiada moim potrzebom oraz mojemu usposobieniu. To dzięki niej poznałam wiele wspaniałych osób. I to ona zaprowadziła mnie tu, gdzie teraz jestem.
Pracując na co dzień z dziećmi i młodzieżą głęboko wierzę w to, iż od właściwej edukacji młodego pokolenia w dużej mierze zależy też odpowiednie traktowanie wszystkich istot żyjących – zarówno teraz, jak i w przyszłości. Aby jednak móc przekazywać wiedzę, sama postanowiłam ją najpierw zdobyć; stąd ukończone kursy, przeczytane książki, czasopisma, rozmowy przeprowadzone z autorytetami w dziedzinie kynologii. Nieustanne pogłębianie wiedzy z tego obszaru jest dla mnie zupełnie naturalne. Rozwijanie pasji w połączeniu z możliwością pomocy nadaje życiu kierunek, wzmaga poczucie sensu.
Pies obdarza nas bezwarunkową miłością. Cieszę się, że znalazłam właściwy dla siebie sposób, aby z wdzięcznością nieść im bezinteresowną pomoc.

DZIAŁ MARKETINGU

Sylwia LUBECKA – opiekunka goldenów ABRY, FELKA i PUDZIA

Dołączenie do grona wolontariuszy Fundacji Warta Goldena nie było przypadkowe. Jestem typowym zwierzolubem. Mieszkając na wsi, dorastałam wśród zwierząt różnego gatunku. Poznawałam ich potrzeby oraz odkrywałam, że każde z osobna myśli i czuje. Uczyłam się odpowiedzialności i szacunku. Nie będę jednak ukrywać faktu, że to właśnie psiaki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Od najmłodszych lat w asyście siostry opiekowałam się czworonogami dziadków.
Miłość do rasy Golden Retriever narodziła się bardzo szybko i bardzo wcześnie. W 2005 roku puchata, złota kuleczka o wdzięcznym imieniu Bemol zawładnęła życiem moim i mojej rodziny. Prawie jedenaście wspólnie spędzonych lat minęło jak jeden dzień. Jesienią 2015 roku Bemol odszedł za Tęczowy Most. Jego odejście było mieszanką smutku, cierpienia, żalu, pustki oraz złości do całego świata. Aby chociaż w połowie uśmierzyć ból po stracie najwierniejszego przyjaciela, podjęłyśmy z siostrą decyzję o kupnie kolejnej, puchatej kuleczki. Przeszukując oferty w Internecie natrafiłyśmy po raz pierwszy na stronę Fundacji Warta Goldena. Decyzja była jednogłośna. Nie kupujemy! Adoptujemy!
 Przechodząc pomyślnie procedurę adopcyjną – 28 listopada 2015 roku adoptowałyśmy Abrę – sunię uratowaną z pseudohodowli. Kilka miesięcy później w naszym domu pojawił się Felek. Razem stworzyli duet idealny.
Mając u swojego boku dwa adoptowane, szczęśliwe futra, nie zapomniałam o Warciakach czekających na swoje nowe rodziny. Codziennie z zapartym tchem śledziłam ich losy. Obecnie jako wolontariusz mogę dać z siebie wszystko i pomagać im na 100%. Ktoś kiedyś powiedział: „Adoptując jednego psa nie zmienisz świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa.” W zespole ludzi z ogromną pasją, którym przyświeca wspólny cel – mogę odmienić świat jeszcze nie jednego złotka. A zatem do dzieła!

Ewelina SITEK – opiekunka goldena BLUESA

Pierwszym Goldenem, który skradł moje serce był staruszek o imieniu Boski. Dowiedziałam się o nim od znajomego rodziny. To dzięki Nim trafiłam do Fundacji Warta Goldena. Niestety problemy seniora ze stawami uniemożliwiły nam adopcję. Blok, czwarte piętro, brak windy. Fundacja jednak nie zapomniała o nas i wkrótce zostaliśmy rodziną Warciaka o imieniu Blues. Psiak jest z nami od 2012 roku i uczestniczył we wszystkich najważniejszych momentach w naszym życiu. Dzisiaj jest wiernym przyjacielem dwójki małych urwisów, dzięki któremu maluchy uczą się bezwarunkowej miłości i odpowiedzialności. Widząc ich wspólne relacje, zrozumiałam jak bardzo potrzebowaliśmy takiego przyjaciela i że jest wiele innych złotych serc czekających na swój nowy dom. Dlatego zdecydowałam się na dołączenie do grupy wolontariuszy Warty Goldena. Teraz i ja mam okazję zrobić coś dobrego, mając u swego boku wielu ludzi pełnych życzliwości, których połączyła chęć niesienia pomocy i miłość do Goldenów.

Agnieszka KOROLCZUK – opiekunka goldenek JESSIE i LILLY

Całe życie marzyłam o goldenie. Zanim jednak pies pojawił się w moim domu, pędziłam za czymś, by zatrzymać się wreszcie i zapytać siebie: po co? Najpierw studia, staże, praktyki, potem praca, projekty, zadania i niestety decyzja o psie wciąż była odkładana. Kiedy los dał mi ostrzeżenie, że czas zwolnić tempo i zadbać o zdrowie, zaczęłam więcej myśleć o tym co ważne. Wróciło dawne pragnienie o posiadaniu psa. Będąc dzieckiem zawsze żyłam w otoczeniu psów, kotów i innych zwierząt. To było takie naturalne. Skoro nadszedł czas na to, aby przewartościować priorytety, zapadła decyzja o zakupie goldena.

Mało wtedy wiedzieliśmy jeszcze o prawdziwych hodowlach, hodowcach, ZKwP i niestety tak samo mało wiedzieliśmy o pseudohodowlach. Z czasem uświadomiliśmy sobie razem z mężem, że nasz pierwszy, ukochany, wymarzony golden pochodzi z pseudohodowli. Pocieszam się jedynie tym, że będąc tam w środku, nie widziałam okrucieństwa, które dziś identyfikuję z psudohodowcami.

Tak pojawiła się w naszym życiu 8 tygodniowa wówczas suczka Jessie. Absorbująca, wszędzie obecna, wesoła puchata kulka, mała torpeda (po mamie dziedzicząca przydomek Turbo). Rozkochała nas w sobie i dla niej na nowo ułożyliśmy całe nasze życie. Szkolenia, wyjazdy, podróże, nowi przyjaciele, których poznaliśmy dzięki Jessie i wspólnemu szkoleniu – wszystko nabrało nowego wymiaru. Wreszcie byłam szczęśliwa, spełniona.

Wciąż męczyło mnie jednak, że choć udało się nam z Jessie i mamy zdrową, piękną goldenkę to jednak wsparłam ten okropny proceder pseudo. Postanowiłam odpokutować ten błąd i zdecydowałam, że już zawsze będę walczyć z pseudo i pomagać psom, które tam skrzywdzono.

Tak dowiedziałam się o fundacji, która opiekuje się goldenami, ratuje je, leczy, daje szansę. Wierzę, że nasze serce wie, czuje i pokieruje nas tam gdzie trzeba. Mnie pokierowało do Warty. Chwilę potem Fundacja odebrała interwencyjnie z pseudohodowli 7 goldenów.

„Szczęśliwa 7” połączyła nas na stałe bo dzięki niej mamy naszą drugą sunię. Warcianka Lily – to prawdziwe szczęście i największa radość nie tylko dla nas ale i dla Jessie. Choć walka o normalność Lily była trudna, wymagała ogromu pracy nad jej psychiką i wciąż jest poligonem w walce o zdrowie, to za Liluszkowe psie istnienie będziemy wdzięczni Warcie do końca naszych dni.

Współpracuję z Fundacją od 2015 r. Pomagamy, edukujemy siebie i wszystkich wkoło. Robimy ile potrafimy, aby Fundacja i jej psiaki miały się jak najlepiej.

Aktualnie realizuję dla Fundacji zadania związane z komunikacją, PR, promocją. Zawodowo od zawsze związana jestem z marketingiem i branżą reklamową, eventową dlatego staram się najlepsze doświadczenia z pracy wykorzystywać także dla dobra Fundacji.

Poza zaangażowaniem w prace marketingowe Fundacji, bywam także Domem Tymczasowym Warty i wspólnie przygotowaliśmy do adopcji psy: Aris (2016), Malwę (2017) i Bellę (2018). Przez nasz dom przewinęły się także Warciaki: Dunaj (2017), Masza (2017), Happy (2017). Byłam także Wirtualnym Opiekunem dla Warciaka Tajgo.

Opiekując się psami Fundacji zajmuję się ich nauką, leczeniem, szkoleniem i socjalizacją. Na potrzeby Fundacji uczestniczę także w wizytach przedadopcyjnych oraz odbiorach psów od właścicieli, którzy przekazują je pod opiekę Warty.

Katarzyna KAŹMIERCZAK – opiekunka goldenki BELLI

Nieustannie podpytywana przez rodziców o to, co ze mnie wyrośnie, bez wahania odpowiadałam – piękna historia! Decyzja o adopcji zagubionego psiego dziecka spod skrzydeł Warty Goldena to kolejny jej rozdział. Natomiast dusza społeczniczki i aktywność zawodowa sprawiły, że niedługo po zadomowieniu się w naszym domu Belli dołączyłam do fundacyjnego zespołu marketingu.