DZIAŁ PRZYJĘĆ PSÓW DO FUNDACJI

Klaudia BOROWIK – opiekunka goldenów RAJLI i ARMANIEGO

Gdybym mogła mieć jedno życzenie do spełnienia? Aby każde zwierzę było kochane, szanowane i miało swoją cudowną rodzinę. Aby nie istniały schroniska, przytuliska, schrony i najlepiej ludzie, którzy doprowadzają do tego, że są one wiecznie przepełnione. Niestety, złotej rybki nigdy nie udało mi się złowić, wiem natomiast że każdy może się przyczynić do wielkiego kroku w tę stronę.

 

W wieku 15 lat zapragnęłam mieć psa i od razu wiedziałam, że ma to być Golden. Niestety, w rodzinnym domu nie miałam do tego warunków i jedyne na co mogłam liczyć to prezent od rodziców w postaci ręcznika z wizerunkiem Złotka, który do dzisiaj jest ze mną. Gdy tylko opuściłam mury mojej wioski i przeprowadziłam się do Poznania, wiedząc że pragnę tego od 6 lat i nie było to dziecinną zachcianką podjęłam razem z chłopakiem decyzje o psiaku. Znaleźliśmy hodowle i tak oto Rajli jest z nami od 1,5 roku. Długo jednak jedynaczką nie była.

 

W styczniu 2017 r. pierwszy raz nawiązałam kontakt z Fundacją jako DT Armaniego. I tak miało być, wszyscy w domu powtarzali po sto razy, że mam pamiętać że to DT, że w ten sposób pomożemy wielu psom, że tylko na taką pomoc możemy sobie pozwolić, że nie mamy warunków na drugiego psa na stałe. Niestety na DT nie nadawaliśmy się kompletnie, Armani zahipnotyzował wszystkich po pierwszych dniach i wybrał sobie nas na swoją rodzinę już do końca, nie chciał się nigdzie dalej wybierać a i my nigdy byśmy go już nie oddali. Rajli zyskała starszego brata, a my wspaniałego i oddanego przyjaciela.

 

 

Od Fundacji wręcz się uzależniłam, śledziłam wątek każdego nowego psiaka, wzruszając się kiedy tylko znalazł dzięki Warcie Goldena nowy, cudowny dom. Szybko przyszła mi myśl, że chcę i mogę robić więcej i należeć do grona tych wspaniałych ludzi. Tak trafiłam do działu przyjęć, gdzie zawsze mogę liczyć na wsparcie Angeliki jak i reszty członków Warcianej rodziny.

 

Zrobię wszystko, aby godnie reprezentować Fundację i pomóc Złociakom trafić do swoich ludzi.

 

Walentyna BARAN – opiekunka goldena BRUNA

Miłości do psów nabrałam wraz z pierwszym oddechem powietrza.

Swoje kroki stawiałam w otoczeniu Nory (kundelka dużych rozmiarów) i wraz ze mną dorastała fascynacja psami. Gdy odeszła od nas z powodu wieku i nieuleczalnego raka, nasza rodzina zyskała kolejnego członka dzięki adopcji szczeniaka w typie bernardyna. Był dwa razy większy ode mnie a mimo to na smyczy szedł ze mną jak równy z równym. Bronił mnie przed równiesnikami, którzy nie zawsze byli dla mnie mili, dzięki niemu czułam się zawsze bezpiecznie. Mimo podjętych walk z chorobą, jego serce nie wytrzymało.

 

Po żałobie rodzina zdecydowała się na Emira. Rasowy gigant z rodowodem. Oczywiście bernardyn. Mimo, że w dokumentach należał do mojego brata i to on jeździł z nim na wystawy, to ja czułam z nim więź. Byłam nim zafascynowana i kochałam całym sercem jak tylko człowiek potrafi kochać. Mówi się, że to pies powinien spać w nogach o ile śpi w łóżku właściciela. Tutaj było inaczej. Emir zajmował poduszki a ja spałam w jego łapkach byle mu było najwygodniej.

 

W międzyczasie doszła do nas Zefirka. Pies który okazał się suczką, oczywiście mały kundelek. Znaleziona na drodze w rowie. Wierny pies tylko mojemu tacie i chodząca broń, bo za niego byłaby w stanie zabić. Dzień śmierci Emira stał się moim najgorszym. Wole to pominąć.

Jako 16-latka borykająca się z depresją, nerwicą lękową i atakami paniki dostałam od rodziny Bruna. Miłość mojego życia. Złoty golden retriever. Pies, za którego oddałabym swoje życie i który oddał by je za mnie, którego nazywam swoim dzieckiem. Bruno zmienił mój pogląd na życie. W końcu czułam się przez kogoś kochana i najważniejsza. Nie wyobrażam sobie dnia, w którym miało by go zabraknąć.

 

DZIAŁ DOMÓW TYMCZASOWYCH

Joanna KURPIEWSKA – opiekunka goldena PREZESA, 2 yorków i berneńczyka

Najbardziej na świecie od zawsze kocham konie, jednak psy były na równoległej pozycji. Czasy wczesnej młodości dzieliłam z dwoma psami-kundelkami, jednak moja pierwsza świadoma adopcja miała miejsce w 2010 r. kiedy przygarnęłam niespełna dwuletnią sunię Noreczkę w typie owczarka niemieckiego – najbardziej pozytywną psicę jaką kiedykolwiek znałam. Jej cechą charakterystyczną był krótki ogon (prawdopodobnie uszkodzony w wyniku jakiegoś urazu), którym merdała z prędkością światła a codziennie o 15.00 wskakiwała na parapet i wypatrywała przez okno powrotu mojej Mamy z pracy. Odebrała nam ją okropna choroba jaką jest miastenia w 2013 r. W ciągu dwóch tygodni od diagnozy odeszła.

 

Tęsknota za psem w domu pozostała i miesiąc później razem z moją Mamą adoptowałam ze schroniska drugą sunię, przebywającą wówczas w DT, półroczną Dagę, w typie owczarka belgijskiego. Daga mieszka z moją Mamą nadal i na szczęście cieszy się dobrym zdrowiem.

 

Obecnie wraz z mężem i dwójką dzieci dzielimy nasz dom ze stadem czterech psiaków i kocicy Heleny. Mieszkają z nami dwa yorki: Tosia (8l.) i Tofik (10l)., które są psami mojego męża jeszcze z czasów kawalerskich oraz Golden Retriever Prezes (5l.), który w wieku 12 mcy ukończył ze mną kurs dogoterapii a także Berneńczyk Leon (rok i 5 mcy), który jest z nami od września zeszłego roku. To właśnie Prezes jest psem, dzięki któremu zapragnęłam być lepszą opiekunką, zbudować z nim autentyczną relację opartą na komunikacji i zaufaniu. Zaczęłam czytać książki, szkolić się na webinariach, rozmawiać z mądrzejszymi od siebie i czerpać szeroko pojętą wiedzę.

 

Mieliśmy też szczęście stworzyć dom tymczasowy dla dwóch suń z Fundacji Warta Goldena: Frelki i Sary, które szczęśliwie znalazły swoje domy stałe. Przypadkiem tymczasowaliśmy też 1,5 roczną sunię Berneńczyka, którą zabraliśmy z pseudohodowli i jej również znaleźliśmy kochający dom stały.

 

Obecnie zaś mając już spore stado (poza tym domowym są jeszcze dwa kuce: Maks i Teofil) postanowiłam spróbować swoich sił jako pomocnik fundacji w dziale poadopcyjnym. A kiedyś, mam nadzieję, jeszcze przygarniemy psiaka w ramach tymczasu.

 

DZIAŁ ADOPCJI

Natalia KARPIŃSKA – opiekunka „goldena” MAKSA

Na poważnie pracą ze zwierzętami zajęłam się dopiero na studiach, w Akademickim Klubie Jeździeckim. To był okres kiedy konie to było całe moje życie i praca z nimi bardzo wiele mnie nauczyła. Nie tylko pokory ale i delikatności, harmonii, spokoju. Konie to prawdziwa szkoła charakteru – jeśli nie zapanujesz nad sobą, nie dogadasz się z nimi.

 

Po studiach przyszedł czas na nowy etap w życiu, w którym bez zwierząt było po prostu pusto… I wtedy pojawiła się Warta Goldena. Razem z wolontariuszkami pomyślałyśmy, że na początek dobry będzie dla mnie DT, tak żebym mogła się sprawdzić, zobaczyć. Trafił do mnie Maksio, mieszaniec w typie goldena, ale przecudowny, z najbardziej mięciutką sierścią na świecie. Po jakimś czasie, jak się możecie domyślać, chciałam żeby został ze mną już na zawsze. Sama nie wiem jak to się stało, ja myślałam o innym psiaku, a dziewczyny „weź tego”. Wiedziały co robią, bo wiem, że zawsze starają się dobrać psa do odpowiedniego człowieka, za co będę im zawsze wdzięczna.

Wierzę, że zwierzęta trafiają do nas w jakimś celu, że pojawiają się w naszym życiu, żeby nas czegoś nauczyć. Czego uczy mnie Maks każdego dnia? Hmm.. Uczy mnie, żeby się nie przejmować bzdurami. Że spacery tą sama drogą są nudne. Że najlepiej to w dziką naturę, bo wtedy mimo swoich lat, stawia uszy, ogon w górę i kłusikiem przez wysokie, pokryte poranną rosą trawy. Taki mały-wielki odkrywca nowych ścieżek, całkiem jak ja. Że jak czegoś nie wolno, ale bardzo się chce, to można. Dlatego też jest mistrzem spa-kąpieli we wszystkich błotnych i śmierdzących kałużach. Czasem myślę, że ma jakiś radar na wodę, którą wyczuwa z daleka i dokładnie wie w którą stronę iść. Na pewno jest jeszcze wiele innych rzeczy, których on mnie już nauczył, ale ja odkryję je dopiero we właściwym dla siebie czasie.

 

Cieszę się, że będę częścią Fundacji i będę mogła pomagać odnajdywać psiakom swojego człowieka.

 

Kamila DROZD – opiekunka goldenki BLANKI

Psy kocham od zawsze, ale ta największa „goldenia miłość” pojawiła się w moim domu jakieś 10 lat temu w postaci małej biszkoptowej kuleczki – Indii. Dzięki niej wiem co to jest bezwarunkowa psia miłość. Razem zdobywałyśmy wiedzę, ukończyłyśmy kurs trenerski, odwiedzałyśmy dzieci w przedszkolu i razem zaczęłyśmy swoją przygodę z Fundacją. India była z nami niestety tylko 9 lat, ale pozostanie w naszych sercach na zawsze.

 

Do Warty zgłosiliśmy się jako dom tymczasowy dla Oskara. Praca z nim to było wyzwanie, ale dzięki zaangażowaniu całej rodziny przyniosła wspaniałe efekty. Skradł nasze serca tak, że już go nigdy nikomu nie oddamy.

 

Od niedawna pomagam też w dziale adopcji. Najwspanialsze w tym co robię, jest znalezienie ostatniego już domku dla kolejnego skrzywdzonego przez los goldena oraz łzy szczęścia ludzi, którzy dowiadują się ze mogą adoptować wymarzonego psa.

 

Swoją miłością do zwierząt staram się zarazić córeczkę – Kaję, która towarzyszy mi dzielnie i pomaga jak tylko potrafi w pracy z psami.

Paulina SŁOWIŃSKA – opiekunka goldena NELSONA

Pierwszą posiadaczką goldenki zostałam w wieku 13 lat, przeżyłam z nią 11 cudownych lat.

Dzięki niej dorastając nauczyłam się cieszyć każdą chwilą. Spacery do lasu, nad morze czy po prostu do parku wywoływały w niej taką radość, że ja również traktuję to do dzisiaj jako chwilę odprężenia i przyjemności a nie obowiązek. Nie istotna jest dla mnie pogoda – czy zimo czy deszcz tak samo jak dla każdej psiny.

 

Obecnie jestem właścicielką 1,5 letniego goldena Nelsona który boryka się problemami z dysplazją. On pozwolił mi w jakiś sposób pogodzić się ze stratą Xeny jednak każdy kto to przeżył wie, że miłość do każdej psiny jest inna od poprzednich co nie znaczy, że słabsza – po prostu inna.

 

Ogarnia mnie uczucie bezradności gdy widzę niekończące się posty o psiakach ze schronisk które potrzebują domu na już, niestety sama nie jestem w stanie im pomóc ale będąc w wolontariuszem w Fundacji czuję, że pomogę choć garstce z nich. Dzięki Fundacji poznaję mnóstwo empatycznych osób, chcących nieść pomoc i to jest właśnie niesamowite bo razem zawsze zdziałamy więcej.

 

Anna WIELGUS-STANISZEWSKA – opiekunka Springel spaniela angielskiego BRUNA, cocker spanielki angielskiej EFI, mieszańca rudego HELGI i czarnego mieszaniec BOGUSIA za TM

Od zawsze miałam ciągoty do psiaków. Już jako dzieciak przynosiłam do domu małe psiaki, które moja mama odnosiła do poprzednich właścicieli, a ja po kilku dniach wracałam z nimi po cichutku.

 

Natomiast moje świadome życie z psiakami zaczęło się od adoptowania 2 wspaniałych, acz problemowych psiaków ze schroniska na Paluchu. To dzięki nim od 2010 r jestem w ciągłej podróży po wiedzę o psach, która jest obszerna , ale jakże bardzo wciągająca i niesamowita.

 

Uważność na potrzeby psiaków, na ich emocje przekłada się na lepsze życie z nimi. Obserwacja zachowań moich adopciaków przekłada się na lepsze zrozumienie tego co dzieje się tu i teraz bez martwienia się o przyszłość.

ORGANIZACJA WIZYT DLA DT I DS

Kamila JAWOROWICZ – opiekunka goldena CEZARA

Jakiś czas temu zauważyłam, że w moim życiu czegoś brakuje… Pomysł przyszedł nagle i wydał mi się całkiem oczywisty – przecież kocham zwierzęta, dlaczego więc nie miałabym im pomagać? Wcześniej oczywiście wspierałam różne akcje, ale to nie było to samo… Postanowiłam dołączyć do Fundacji. Z racji na sentyment do Goldenów, wybór był prosty – to musiała być Warta Goldena.

 

Już jako dziecko bardziej ufałam zwierzętom niż ludziom. Kiedy zobaczyłam jakiegoś psa na ulicy, biegłam do niego z otwartymi ramionami i niepohamowaną chęcią głaskania, chociaż oczywiście było to skrajnie nieodpowiedzialne.

 

W wieku 10 lat rozpoczęła się najpiękniejsza znajomość mojego życiu – dostałam Spike’a, uroczego, kremowego Goldena, który w zamyśle mojej rodziny miał pomóc mi w nabraniu pewności siebie, a ostatecznie stał się moim przyjacielem.

 

Przez niemal 12 lat Spike był członkiem mojej rodziny i najwspanialszym kompanem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. To właśnie podczas jego choroby uświadomiłam sobie, że chciałabym pomagać zwierzętom.

 

Kiedy zostałam przyjęta do Fundacji, poczułam wielką radość. Szybko zostałam domem tymczasowym dla Cezara, który został u mnie na zawsze.

 

Moje marzenie? Nie będę oryginalna. Jak najwięcej kochających domów dla naszych podopiecznych i jak najmniej psów w schroniskach i na łańcuchach.

DZIAŁ OPIEKI POADOPCYJNEJ

Monika KALISTA-DAŃDA – opiekunka „goldenki” MILI

W kilku słowach o sobie i o tym, że od małego dziecka pamiętam, że pragnęłam mieć w domu pieska. Oczywiście wtedy nie miałam świadomości, że oprócz oczywistej przyjemności to również odpowiedzialność za żywą istotę a także mnóstwo obowiązków. Tak więc moje dziecięce marzenie spełniło się dopiero jak byłam dorosłą i odpowiedzialną osobą.

W 2007 r. po raz pierwszy wprowadził się do mnie, mojego męża i naszego wspólnego życia Golden a ściślej mówiąc Goldenka o imieniu Frida, została oddana przez swoją poprzednią opiekunkę bo ta nie mogła się nią dłużej zajmować. Początki były trudne bo Frida bardzo tęskniła za swoją poprzednią rodziną, ale po jakimś czasie przekonała się, że jej nowa rodzinka nie jest taka zła. Pokochaliśmy ją całym sercem i była spełnieniem moich dziecięcych marzeń o posiadaniu psa. Niestety w niedługim czasie zaczęły się problemy zdrowotne Fridy. Począwszy się od choroby tarczycy, zaczęła zażywać Eutyrox, potem pojawiły się problemy z oczkami diagnoza – dystrofia, próbowaliśmy walczyć skończyło się operacją u dr. Garncarza, jednak choroba tak szybko postępowała, że operacja nie na długo pomogła. Ostatni rok życia Fridy to walka z cukrzycą. Ona była bardzo dzielna i spokojnie znosiła codzienne pobieranie krwi do badania poziomu cukru i zastrzyki insuliny. Pod koniec życia zaczęły jej również dokuczać stawy. Frida była z nami 10 lat, bardzo szczęśliwych lat. Po jej odejściu nie chciałam nawet słyszeć o innym – nowym psiaku, bo nie wyobrażałam sobie, że będę musiała jeszcze kiedyś przechodzić ból po stracie.

 

Do zmiany decyzji przekonał mnie mój mąż, od znajomego przywiózł mi namiary na Fundację Wartą Goldena, który to również adoptował Warciaka. Przeglądając portale społecznościowe napotkałam się na swego rodzaju testament psa, który dawał radę tym, którzy nie mogli się pogodzić z jego śmiercią, że najlepszym sposobem jest adopcja psa, takiego właśnie opuszczonego, schroniskowego. I wtedy właśnie podjęliśmy z mężem decyzję, że zwrócimy się do Fundacji i przyjmiemy pod swój dach i naszych serc kolejnego Goldena. Po otrzymaniu maila z informacją o Mili od razu się w niej zakochałam i strasznie było mi przykro, że nie mogłam jej od razu zabrać do domu (nie mogłam odwołać zaplanowanego wcześniej wyjazdu). Jak ja się bałam, że Fundacja może ją przekazać komuś innemu. Ale na szczęście Fundacja nam zaufała i Mila w końcu trafiła do nas. Byłam bardzo zaskoczona tym, że Mila tak szybko się na nas otwarła i po kilku dniach była już cała nasza. Jest cudownym, kochanym i pełnym energii naszym oczkiem w głowie. Bardzo się cieszę, że jest z nami. Planujemy powiększyć naszą rodzinę o kolejnego Warciaka, żeby Mila miała swoje psie towarzystwo. Myślę, że za kilka miesięcy będzie to możliwe.

 

Chciałabym żeby wszystkie psy miały kochające domy, dlatego chcę spróbować pracy w Fundacji, może chociaż w ten sposób będę mogła im pomóc.

 

Beata GRUDNOWSKA – opiekunka goldenki MAŁEJ MI

Było piękne jesienne przedpołudnie. Od rana towarzyszyły mi sprzeczne emocje; z jednej strony obawa, z drugiej natomiast ogromne podekscytowanie. Nie mogłam się wręcz doczekać wyjazdu. Tak naprawdę, to emocje te towarzyszyły mi od momentu, gdy dwa dni wcześniej odebrałam telefon z Fundacji Warta Goldena i usłyszałam, że JEST, że na mnie czeka! Wsiadłam więc do samochodu i pojechałam… na spotkanie z nią – Małą Mi.

Gdy ją po raz pierwszy zobaczyłam – wcześniejszy niepokój zastąpiła jedna wielka radość.

 

Powitała mnie tak, jakbym była jej długo niewidzianą znajomą. Całą sobą mówiła: „No wreszcie jesteś!” To było takie naturalnie piękne – spotkanie, którego nigdy nie zapomnę. Od tej pory jest ze mną praktycznie wszędzie. To ona skrystalizowała moje pojęcie psa idealnego, a także rasy, która doskonale odpowiada moim potrzebom oraz mojemu usposobieniu. To dzięki niej poznałam wiele wspaniałych osób. I to ona zaprowadziła mnie tu, gdzie teraz jestem.

 

Pracując na co dzień z dziećmi i młodzieżą głęboko wierzę w to, iż od właściwej edukacji młodego pokolenia w dużej mierze zależy też odpowiednie traktowanie wszystkich istot żyjących – zarówno teraz, jak i w przyszłości. Aby jednak móc przekazywać wiedzę, sama postanowiłam ją najpierw zdobyć; stąd ukończone kursy, przeczytane książki, czasopisma, rozmowy przeprowadzone z autorytetami w dziedzinie kynologii. Nieustanne pogłębianie wiedzy z tego obszaru jest dla mnie zupełnie naturalne. Rozwijanie pasji w połączeniu z możliwością pomocy nadaje życiu kierunek, wzmaga poczucie sensu.

 

Pies obdarza nas bezwarunkową miłością. Cieszę się, że znalazłam właściwy dla siebie sposób, aby z wdzięcznością nieść im bezinteresowną pomoc.

 

Dominika KOBYLIŃSKA – opiekunka goldena BINKA

Odkąd pamiętam byłam miłośniczką zwierząt. Gadżety z bajki 101 Dalmatyńczyków zdobiły mój pokój, a ja zarzekałam się, że zostanę w przyszłości panią Weterynarz. Niestety rodzice nie zgadzali się na przyjęcie pod nasz dach pieska, bo uważali, że po jakimś czasie stracę nim zainteresowanie, odwidzi mi się, znudzi, a oni zostaną z problemem na swojej głowie.

Dzieckiem już nie jestem, z marzeń o zostaniu Weterynarzem też wyrosłam, ale nigdy nie przestałam całym sercem pragnąć opiekować się swoim własnym czworonogiem. Dlatego, jak tylko wyfrunęłam z gniazda rodzinnego od razu zaczęłam realnie myśleć o psie. Decyzją podjętą wspólnie z chłopakiem padło na Goldena. Od razu przeszukałam Internet z nadzieją, że znajdę psa o tej rasie do adopcji i tak trafiłam na Wartę Goldena.

 

Dzięki Fundacji w 2015 roku do naszego domu i serca zawitał Binek. Jest on naszym oczkiem w głowie. Dziś nie wyobrażam sobie już domu bez psa, bez noska, który szturcha, bez wiecznie merdającego ogona, bez roztańczonego wariata z butem w mordce który wita mnie po powrocie z pracy.
Dzięki Binkowi poczułam więź z fundacją i po niedługim czasie od adopcji zasiliłam szeregi wolontariuszy Warty Goldena. Dzięki tej pracy mogę realizować moją pasję związaną z niesieniem pomocy zwierzętom, a każdy merdający ogon, który odnalazł swój dom jest dla mnie dowodem na to że WARTO pomagać!

 

Weronika SAMULEWSKA – opiekunka kundelki BROWNIE

Psy w moim życiu był od zawsze (za co gorąco dziekujęmoim rodzicom). Od zawsze byłam znana jako psiara! Kocham je wszystkie! Stąd nie wyobrażałam sobie nie posiadać swojego psa.

Ale do tego potrzebny był czas, bo gdy wyprowadziłam się z domu rodzinnego potrzebowałam dużo cierpliwości, rozmów oraz czasu aby przekonać swojego męża o posiadaniu psiego dziecka. Udało się dopiero  po tym jak na początku roku 2020 rozpoczęliśmy pomaganie psom poprzez Dom Tymczasowy dla jednej z Trójmiejskich fundacji. Decyzja była na tyle spontaniczna, iż w sobotę rano dostaliśmy telefon, że nadajemy się na Tymczas a na drugi dzień w niedziele popołudniu wylądowały u nas dwa szczeniaki uratowane z ulicy.

 

Od tego czasu razem z mężem angażujemy się jak tylko możemy we wsparcie organizacji na rzecz zwierząt. Po kilku razach jak mieliśmy u siebie pieski do adopcji stwierdziliśmy,  że obydwoje nie możemy żyć bez czworonoga i adoptowaliśmy naszą Brownie, a teraz planujemy adoptować dla niej rodzeństwo.

 

Zawsze kierowałam się myślą, że zwierzęta nie mają głosu i to od nas ludzi zależy czy im pomożemy i jak będziemy o nie dbać. Dlatego wolontariat w Fundacji Warty jest jedną częścią całej układanki pomocy zwierzętom.

Ida PIGŁOWSKA

Moja miłość do psiaków nie zaczęła się w jakimś konkretnym momencie – ona po prostu była.

 

Jako dziecko zawsze wynosiłam połowę lodówki, żeby dokarmić bezdomne psiaki. Pierwszego czworonożnego przyjaciela w typie Goldenka ze schroniska przyprowadziła do domu rodzinnego starsza siostra (oczywiście bez wiedzy naszej mamy). I to był moment, kiedy jako sześcioletnia dziewczynka poznałam swojego pierwszego prawdziwego przyjaciela – Bajerka.

 

Po jego stracie stwierdziłam, że czas, aby pomóc innym potrzebującym zwierzętom. Stąd decyzja o tym, aby regularnie wyprowadzać schroniskowe psiaki na spacery czy też organizować dla nich zbiórki żywności.

Przypadkowo natknęłam się na Fundację Wartą Goldena, przewertowałam dziesiątki historii na forum- zarówno te z happy endem jak i mniej przyjemnych – i po prostu przepadłam.

Chciałabym, aby jak najwięcej psów miało dbających o nie i kochających właścicieli, dlatego dokładam wszelkich starań, aby realizować postawioną sobie misję w Fundacji.

DZIAŁ MARKETINGU

Katarzyna KAŹMIERCZAK – opiekunka goldenki BELLI

 

Nieustannie podpytywana przez rodziców o to, co ze mnie wyrośnie, bez wahania odpowiadałam – piękna historia!

 

Decyzja o adopcji zagubionego psiego dziecka spod skrzydeł Warty Goldena to kolejny jej rozdział. Natomiast dusza społeczniczki i aktywność zawodowa sprawiły, że niedługo po zadomowieniu się w naszym domu – adoptowanej z Warty Goldena – Belli, dołączyłam do fundacyjnego zespołu marketingu.

 

 

 

 

Karolina DEPTA – opiekunka kundelki LILKI

Miłość do psów jest we mnie od zawsze i na zawsze we mnie pozostanie. Każdy mój psi towarzysz był kundelkiem i o każdego długo musiałam walczyć. Najtrudniej oczywiście było w dzieciństwie, gdy decyzja o przygarnięciu czworonożnego przyjaciela nie zależała ode mnie.

 

Ale dzieci są sprytne, więc jako 7-letnia dziewczynka wymyśliłam, że gdy psa podaruje mi sam Święty Mikołaj, to przecież rodzice na pewno się zgodzą, by z nami pozostał! I tak w naszym domu pojawił się energiczny rudzielec – Nela. Wprawdzie trochę za wcześnie, by zwalić całą winę na Mikołaja, ale na szczęście na tyle skradła serca domowników, że dożyła z nami pięknej psiej starości.

 

Kolejne wyzwanie pojawiło się, gdy Nela została mamą. I znowu walka – jak przekonać wszystkich, że dwa psy w domu to wcale nie tak dużo… Myślę, że udało się nie dzięki argumentom – które wciąż uważam, że były bardzo przekonujące – ale dzięki mojemu uporowi. Pusia została z nami przy boku swojej psiej mamy. Ciężko było się z nimi rozstawać, gdy wyjeżdżałam na studia, ale jeszcze ciężej pożegnać je na zawsze, gdy przeszły za tęczowy most.

 

Niedługo po tym kolejny raz wyprosiłam psa, już teraz takiego prawdziwie mojego – Lilkę. Nie tylko zapełniła moją pustkę po stracie wieloletnich psich przyjaciół, ale również skłoniła rodziców do ponownego otwarcia serc na psią miłość. I tak idąc za moim przykładem, niedługo potem przygarnęli Lolę. Dziewczyny uwielbiają wspólne zabawy i cieszą się z każdego spotkania. Kolejny sukces!

 

Chyba jest już jasne dlaczego dołączyłam do Fundacji. Chcę dalej walczyć o kolejne, szczęśliwe psie istnienia u boku kochających opiekunów.

 

Nicole WOCHNIK – opiekunka goldena KOKOSA

Miłość do psów trwa we mnie od zawsze, mimo to nigdy nie było mi dane zostać psią mamą. Po 20 latach życia przyszedł czas na dotychczas najważniejszą dla mnie decyzję życia i lekarstwo na wszystkie problemy związane z moją zamkniętą  i introwertyczną duszą.
Razem z tym futrzakiem mieliśmy podbić świat, pływać, trenować i wyruszać co tydzień w górskie wędrówki. Życie nieco pokrzyżowało te marzenia i podarowało mi goldena z ciężką wadą wrodzoną.
Kokos to wspaniały i silny pies, który odmienił moje życie, naprawił moje podejście do życia, narodził pasję do samodoskonalenia się, zweryfikował moją odpowiedzialność i organizację życiową – pokazał mi co to prawdziwe poświęcenie oraz ile radości i satysfakcji może przynieść. W zamian za to staram się dawać mu to, co najlepsze poszerzając swoją wiedzę o każdym aspekcie psiego życia. Wspólnie z Kokosem chcemy pomagać ile możemy, jesteśmy duetem do tego stworzonym.

Julia STAROSZ – opiekunka owczarki szwajcarskiej SOWY

Zwierzęta w moim życiu towarzyszyły mi w zasadzie od zawsze, jednak psi świat zaczęłam dokładniej zgłębiać, kiedy pod mój dach dołączyła Sowa – Biały Owczarek Szwajcarski.
Z małej, słodkiej puchatej kulki wyrosło duże Sówsko, niestety z wieloma problemami behawioralnymi, których zalążkiem było trafienie do psiej szkoły, gdzie metody szkoleniowe były oparte na awersji a treningi nie były dopasowane do możliwości psów.
Gdy tylko zaczęły występować niepokojące zachowania u mojego psa, zaczęłam współpracę z behawiorystą, jednak uświadomiłam sobie, że jeśli ja nie zrozumiem tego, co kieruje moim psem i co czuje w trudnych sytuacjach, to nikt mi nie pomoże.
I tak w 2019 roku zostałam zoopsychologiem a w 2020 trenerem psów. W międzyczasie uczestniczyłam wielu szkoleniach i seminariach. Świat zwierząt nadal kryje przed nami wiele tajemnic, a ich odkrywanie i nauka o zachowaniu czy komunikacji, przynosi mi ogromną radość i satysfakcję.

 

Natalia OBCZYŃSKA – opiekunka goldenki ORI za TM

Od małego pałałam miłością do wszelkiego rodzaju zwierząt. W ulewny dzień droga do przedszkola, oddalonego kilka przecznic od domu, potrafiła trwać 2 godziny, bo trzeba było przenieść wszystkie dżdżownice z chodnika na trawnik.

 

W trakcie moich dziecięcych lat udało mi się namówić rodziców na wiele zwierząt  – od rybek, przez chomika, świnkę morską, aż po koty… jedynie pies wciąż pozostawał w strefie marzeń. W końcu, po kilku latach nieustannych błagań, dziesiątce listów wysłanych do Świętego Mikołaja i setce laurek, w moim życiu pojawiła się goldenka Ori.

 

Nieograniczone pokłady miłości, przyjaźń i radość, którą wniosła w moje życie Ori jest nie do opisania. Myślę, że każdy właściciel czworonoga doskonale zna to uczucie. Przeżyłyśmy razem 9 cudownych lat – pełnych wspólnych przygód, podróży i prawdziwego szczęścia. Ori była okazem zdrowia aż do lipca 2020 roku, kiedy wykryto u niej nowotwór. Ze wszystkich sił próbowałam ją uratować, jednak choroba była silniejsza. Moja najlepsza przyjaciółka odeszła w styczniu 2021 roku.

 

Fundacja pomaga mi radzić sobie z tęsknotą i bólem w sercu, które pozostały po stracie bratniej duszy. Moje przeżycia i walka z chorobą Ori są motywacją do pomocy psom w potrzebie. W ten sposób, chociaż w małym stopniu, mogę się odwdzięczyć za miłość, którą od niej otrzymałam.

Katarzyna ZIELIŃSKA – opiekunka goldenki BEZY

Jak dla mnie wygląda niebo? To zielona, tętniąca życiem łąka przepełniona merdającymi ogonami i uśmiechami psów. Po prostu.

Psy, koty, papużki, rybki, krówki, konie, pszczółki, motylki. Wychowana na wsi, wśród zwierząt i polskich łąk. W takich warunkach trudno nie wyrosnąć na osobę uzależnioną od tych cudownych istot. To właśnie ja. Dziewczyna z sercem przepełnionym miłością do świata zwierząt i uśmiechem na twarzy przez 23,5h na 24h tworzące dobę. Nadal jednak nie tak uroczym, jak uśmiechy czworonożnych.

 

Świat psów jest mi szczególnie bliski. Od zawsze, na różne sposoby, pomagałam tym przepełnionym miłością stworzeniom. Wspierałam różne zwierzęce fundacje i schroniska. 1 czerwca 2018r. na świat przyszła Beza. Wtedy jeszcze nie była nasza, ale już z końcem lipca sprawiła, że mój świat zawirował. Od tej pory wszystko robimy razem. Wyjazdy, wędrówki, pływanie, spacery, wyjścia na miasto i przede wszystkim wspólne leżenie na kocyku. Razem wspieramy też zbiórki dla innych piesków oraz dla ludzi, np. co roku kwestując w grupie Warszawskie Goldeny dla WOŚP.

 

Pies jednym spojrzeniem usuwa z głowy czarne myśli i zmęczenie w gorsze dni, a przede wszystkim uczy nas kochać jak nikt inny. Bezwarunkowo. W chwili, gdy zobaczyłam, że mogę dołączyć do fundacji, która niesie ratunek tym niezwykłym psom, jakimi są Golden Retrievery, nie mogłam nie dołączyć do zespołu. Wspólnie z Bezą chcemy pomóc kolejnym ludziom odkryć olbrzymia miłość i spokój duszy, jaką dają psy.