Przedstawiamy osoby, które pracują w fundacji:

DZIAŁ ADOPCJI

Ewa MARCNIAK – opiekunka goldena FUXA

Ewa i FuxCóż tu napisać?
Że zawsze w moim dzieciństwie były psy i  że je kochałam? Tak, było ich chyba z dziesięć. Od Cocker Spaniela przez wielorasowce do Pointerki Angielskiej po Championie Polski Aso, który był psem mojego brata, a Kora trafiła do nas jako szczeniak za pokrycie.
Każdy psiak był inny, ale  wszystkie kochałam na swój dziecinny sposób. Czasami mama krzyczała do mnie, że z psem trzeba wyjść, a mi się po prostu wtedy nie chciało. Tak właśnie było. Pamiętam jak zbliżały się święta Bożego Narodzenia i siedziałyśmy z mamą w kuchni, robiłyśmy przygotowania do świąt. Mama dała Adze, mojej rudej cockerce kość, a ona czmychnęła pod stół, zaczęła obgryzać ją i się krztusić. Chciałam jej ją zabrać i ratować, a ona mnie ugryzła w palec u nogi… oto cała cockerka.
Tak naprawdę miłość w pełni tego słowa znaczeniu zrozumiałam dopiero po 23 latach od momentu uśpienia Kory (ropomacicze), gdy trafił do nas Fux – psiak z pseudohodowli zarobaczony, nieszczepiony, gotowy do eutanazji. Golden Retriever – złoty król. Dzięki niemu na nowo poznawałam świat zwierzęcy, psiakowy.
Kocham wszystkie psy i gdybym tylko mogła, to wszystkie bym zabrała do siebie. Praca w fundacji daje mi możliwość pomagania na szerszą skalę. Zawsze jak tylko mogę, to pomagam, nie tylko goldenom,  wykonując telefon i mówiąc: Witam, Ewa Marciniak się kłania z Fundacji Warta Goldena. Możemy Państwu pomóc, jesteśmy do Państwa dyspozycji.

Magdalena KURYŁEK – opiekunka goldenki NIKI

Nasza historia jest jakby odwrotna – to Nika znalazła mnie, a nie ja ją. Któregoś listopadowego dnia 2012 r. pojawiła się przy ulicy, przy której mieszkam – wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że TAKIE psy też są wyrzucane, że nikt jej nie szuka… Po paru dniach już nie biegała po okolicy, a głównie leżała, wstawała niechętnie i bardzo kulała; zadzwoniłam wtedy do schroniska, które przyjechało i zabrało psa do lecznicy. I niby załatwione… a ja nie mogłam pozbyć się jej z głowy. Ja i pies? Przecież nie znam psów, nigdy psa nie miałam, nie mam o nich pojęcia… ale odwrotu już nie było 🙂 W trakcie jej pobytu w schronisku zainteresowała się nią także Warta Goldena i przez Wartę oficjalnie adoptowałam Nikę.

Nika nie była łatwym psem, a już na pewno nie była łatwa dla laika. Swoje niezadowolenie i strach demonstrowała przy pomocy zębów, już podczas pobytu w DT ugryzła mnie po raz pierwszy, drugi raz nastąpił po około roku później – broniąc którejś ze swych zdobyczy. Ponadto, w formie zabawy, uwielbiała podgryzać stopy – na tyle mocno, że pojawiały się siniaki. Atakowała weterynarzy – nie było nawet mowy o obcięciu pazurów czy zrobieniu zastrzyku bez założenia kagańca i bez trzymania przez dwie dodatkowe osoby. Na szczęście, trafiłyśmy na wspaniałą, mądrą szkoleniowiec. Na szkoleniu uczyłam się głównie ja – jak zrozumieć Nikę, jak przekazać jej to, czego od niej oczekuje, jak wyładować jej nadmiar energii… i nagle okazało się, że trafił mi się nie tylko szalenie pojętny, ale też ogromnie chętny do pracy pies. Wystarczyło trochę chęci, zrozumienia, czasu, odrobina stałości i spokoju. Obecnie? Mam cudownego, zrównoważonego psa, który zachwyca swoim entuzjazmem i radością każdego kogo napotka, a w którym sama jestem bezgranicznie zakochana.

Wiem, ile satysfakcji i chyba dumy, dała mi ta adopcja. Chcę pomagać też innym, pokrzywdzonym przez człowieka psom znajdować swoich wymarzonych ludzi, którzy pokochają je tylko za to, że są.

Dagmara WOLSKA – opiekunka goldenów CODIEGO, SZERI oraz DŻESY

Moja przygoda z Goldenami zaczęła się od marzenia mojej kilkuletniej wówczas córki Julii o psie rasy Golden Retriever. Marzenia tego nie udało nam się spełnić przez kolejne osiem lat aż do czerwca 2014 roku, kiedy do naszej rodziny w dosyć spontanicznych okolicznościach dołączył czteromiesięczny urwis Cody. Wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem jego niezwykle przyjaznego charakteru, wielkiego szaleństwa oraz olbrzymiego łakomstwa. Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu odkryłam w tym czasie, że jest wiele bezdomnych, pokrzywdzonych Goldenów, szukających nowych domów. Podczas naszego pierwszego wyjazdu majowego z Codim spotkaliśmy rodzinę z trzema Goldenami, które szalały na plaży (oczywiście w miejscu do tego wyznaczonym). Ich opiekunka opowiedziała nam historię adopcji dwóch psów, która mnie zainspirowała. Spotkaliśmy się jeszcze kilkukrotnie spacerując uliczkami tej miejscowości. Ich widok budził w nas uśmiech ale i lekkie niedowierzanie, bo przecież opieka nad trzema dużymi psami to wielkie wyzwanie i jak nam się wówczas wydawało lekkie szaleństwo. W czerwcu 2016 roku adoptowaliśmy z Fundacji Warta Goldena seniorkę Szeri, a w listopadzie 2016 od osób prywatnych rówieśniczkę naszego rezydenta Dżesę. Z przyjemnością będę wspierać działania fundacji w zakresie adopcji psów.

Małgorzata SZPUNAR – opiekunka goldenów SANTIEGO i LUNY

Zwierzęta towarzyszą mi od zawsze. W naszym domu były rybki, papużki faliste, koty i psy.
Koty są u nas odkąd pamiętam – kocham je za ich niezależność, umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach, za ich ciepło i mruczenie na kolanach.
A psy…. psy kocham za wszystko….

Pierwszym moim psem była Maja, sunia w typie labradora zaadoptowana ze schroniska w Celestynowie. To ona mnie wybrała – chodziłam wśród klatek i patrzyłam na te biedne, samotne psiska.  W jednym z boksów zobaczyłam sunię opartą o kratę.  Piesa zaczepiła mnie, przyciągnęła do siebie moją rękę i tak długo ją lizała i przytulała się, ze nie byłam już w stanie odjechać ze schroniska bez niej. Miała wtedy niecały rok. Cudne, najukochańsze, oddane stworzenie. Niestety była psem bardzo agresywnym – nie tolerowała nikogo spoza najbliżej rodziny. Agresję wykazywała również wobec innych zwierząt. Jako szczeniak musiała mieć bardzo złe doświadczenia z ludźmi. Reagowała agresją na podniesiony głos i gdy poczuła od kogoś zapach alkoholu od razu atakowała. W czasie jej pobytu u nas, urodził się nasz syn – bardzo się bałam jej reakcji na nowego członka rodziny. Zaskoczyła mnie niesamowicie – pokochała syna od razu – nie spuszczała go z oka, potrafiła całe noce przesiedzieć przy jego łóżeczku, z mordką między szczebelkami. Jak tylko zaczynał płakać przybiegała do nas informując nas, że coś się dzieje. Odeszła od nas po 13 latach (ropomacicze).

Po odejściu Majki pojawił się w naszym domu Karo – golden z pseudohodowli, cudny łagodny, ale  ostro broniący swoich zasobów. Już w wieku 8 miesięcy wykryto u niego ciężka dysplazję, Pierwszą operację (odneriwienie obu stawów biodrowych) przeszedł już w wieku 9 miesięcy. Później bardzo długie leczenie farmakologiczne i kolejna operacja (amputacja głowy kości udowej). Karo był bardzo schorowanym piesem – ciągłe problemy skórne, chora tarczyca, częste problemy gastryczne spowodowały, że klinika weterynaryjna stała się jego drugim domem. Był oddanym, bardzo spokojnym, kochającym złotkiem. Kochał wszystkich ludzi i wszystkie zwierzęta. Odszedł przez błędnie postawioną diagnozę  – leczono go na zapalenie gardła, a okazało się, że miał kardiomiopatię – kochane serce się zatrzymało. Odszedł miesiąc przed swoimi 10 urodzinami.

Od ponad roku jest u nas Santi, żywe srebro i cudowny rozrabiaka. Pracujemy nad jego żywiołowym charakterkiem. To mądry, chętnie uczący się pies z wiecznie roześmianym pycholem. Wszyscy jesteśmy w nim zakochani po uszy.
Ten ciągle merdający ogon z radości, że wróciłam z pracy do domu i te piękne czarne oczy, które mówią „nie martw się wszystko będzie dobrze, jestem tu…”,to coś bez czego nie wyobrażam sobie życia. 🙂
Pies jest naprawdę najlepszym przyjacielem człowieka. Bez względu na wszystko ofiaruje nam wierność, nie pamięta win, kocha bezwarunkowo…

Ten przyjaciel – nigdy nie zawiedzie, nie wyśmieje, zawsze będzie obok…
Jedynym całkowicie bezinteresownym przyjacielem, którego można mieć na tym interesownym świecie, takim, który nigdy go nie opuści, nigdy nie okaże się niewdzięcznym lub zdradzieckim, jest pies… Pocałuje rękę, która nie będzie mogła mu dać jeść, wyliże rany odniesione w starciu z brutalnością świata… Kiedy wszyscy inni przyjaciele odejdą, on pozostanie” – George G. Vest.

DZIAŁ DOMÓW TYMCZASOWYCH

Paulina MIKUŁA – opiekunka goldenki BEZY

Odkąd pamiętam moje serce biło mocniej na widok każdego zwierzaka. W domu niestety żadnego nie było (mieszkanie w bloku, alergia mamy i starszej siostry itp.) Ale od czego są dziadkowie! Pies, koty, króliki, owce, kozy, kury, kaczki, indyki – pojawiały się wszystkie zwierzaki o jakie z siostrami prosiłyśmy. Nawet był plan przygarnięcia kucyka, który wraz z Dominika opracowałyśmy z najdrobniejszymi szczegółami w jedną noc pod kołdrą (nie do końca wiem co poszło nie tak…).
Do dziś, to właśnie zwierzęta są w stanie najmocniej mnie rozbawić, najgłębiej wzruszyć i najszybciej ukoić wszelkie troski.
Nadal nie mam możliwości przygarnąć zwierzaka na stałe, ale staram się im pomagać na inne sposoby. Do tej pory (nie licząc bycia niańką dla wszystkich psów i kotów pod nieobecność moich znajomych) była to głównie pomoc finansowa. Jednak cały czas czułam że mogę dać z siebie coś więcej i w taki sposób, za przykładem siostry, zostałam wolontariuszką fundacji Warty Goldena.

W trakcie mojego wolontariatu w Warcie przyjęłam pod dach Bezę. Miałam być dla niej tylko awaryjnym DT na ok 10 dni… 😉 ale nie oddałam już tej rudej gałganicy – jest moja!

DZIAŁ PRZYJĘĆ PSÓW DO FUNDACJI

Angelika SMOLAREK – opiekunka goldena SPAJKA 

Od zawsze w moim domu było jakieś zwierzę. Czy to królik, czy rybki w akwarium, czy koty, a tych przewinęło się naprawdę sporo – zawsze coś się u nas działo.

Nigdy też nie byłam obojętna na krzywdę innych zwierząt. Ratowałam wszystkie, najczęściej bezpańskie koty. Pamiętam też, kiedy nasza kotka-przybłęda urodziła kociątka – zaufała mi na tyle, że z końca ogrodu, w okropną ulewę, w zębach przynosiła nam pod dom swoje kociaki. Wybiegłam szybko, wzięłam kociaka w ręce, którego nam przyniosła i tuliłam. Potem doszły następne, każdego pozwalała mi dotykać, mimo, że każdy mówił na nią „dzika”. Dookoła lał deszcz, wiał wiatr, a ja siedziałam i próbowałam każdego malucha ogrzać swoim ciałem.

I chyba od tego się zaczęło „na dobre”…

A jeśli chodzi o fundację to…

Trafiłam do niej na początku lutego 2016 roku, chciałam jakoś psiakom pomagać, nie tylko finansowo, ale także mieć wpływ na ich przyszłe życie. Z pomocą przyszła mi Fundacja Warta Goldena, która przyjęła mnie z otwartymi ramionami, otuliła swą opieką i potraktowała jak swego. Wielką przyjemność sprawia mi wyszukiwanie ogłoszeń o złotkach, które ktoś chce oddać, a my, jako instytucja, możemy im pomóc.

Śledzenie całego procesu, począwszy od wyszukania psa, po wysłanie charakterystyki, kontakt z właścicielami, szukanie DT, to naprawdę dla mnie wielka frajda, bo wiem, że robię to wśród ludzi, którzy tak jak ja, z pasją i oddaniem podchodzą do takich zadań.

Fundacja zajmuje teraz cały mój czas, nawet jeśli nie chcę – to i tak o niej myślę 😉

Gdybym miała cofnąć czas, również poszłabym tą samą drogą – w stronę światła dla lepszego życia goldasów.

Nasz cel jest jeden: pomoc psiakom, które nas potrzebują. Jestem dumna, że mogę w tym uczestniczyć i być częścią tej społeczności, bo ci ludzie są po prostu fantastyczni – jak jedna, wielka, Goldenia Rodzina.

Teraz i moja rodzina się powiększyła o Spajka, który również przeszedł przez ręce fundacji. Jesteśmy Warciakową Rodziną i dobrze nam z tym!

Klaudia BOROWIKopiekunka goldenów RAJLI i ARMANIEGO

IMG_0139Gdybym mogła mieć jedno życzenie do spełnienia? Aby każde zwierzę było kochane, szanowane i miało swoją cudowną rodzinę. Aby nie istniały schroniska, przytuliska, schrony i najlepiej ludzie, którzy doprowadzają do tego, że są one wiecznie przepełnione. Niestety, złotej rybki nigdy nie udało mi się złowić, wiem natomiast że każdy może się przyczynić do wielkiego kroku w tę stronę.
W wieku 15 lat zapragnęłam mieć psa i od razu wiedziałam, że ma to być Golden. Niestety, w rodzinnym domu nie miałam do tego warunków i jedyne na co mogłam liczyć to prezent od rodziców w postaci ręcznika z wizerunkiem Złotka, który do dzisiaj jest ze mną. Gdy tylko opuściłam mury mojej wioski i przeprowadziłam się do Poznania, wiedząc że pragnę tego od 6 lat i nie było to dziecinną zachcianką podjęłam razem z chłopakiem decyzje o psiaku. Znaleźliśmy hodowle i tak oto Rajli jest z nami od 1,5 roku. Długo jednak jedynaczką nie była.
W styczniu 2017 r. pierwszy raz nawiązałam kontakt z Fundacją jako DT Armaniego. I tak miało być, wszyscy w domu powtarzali po sto razy, że mam pamiętać że to DT, że w ten sposób pomożemy wielu psom, że tylko na taką pomoc możemy sobie pozwolić, że nie mamy warunków na drugiego psa na stałe. Niestety na DT nie nadawaliśmy się kompletnie, Armani zahipnotyzował wszystkich po pierwszych dniach i wybrał sobie nas na swoją rodzinę już do końca, nie chciał się nigdzie dalej wybierać a i my nigdy byśmy go już nie oddali. Rajli zyskała starszego brata, a my wspaniałego i
oddanego przyjaciela.
Od Fundacji wręcz się uzależniłam, śledziłam wątek każdego nowego psiaka, wzruszając się kiedy tylko znalazł dzięki Warcie Goldena nowy, cudowny dom. Szybko przyszła mi myśl, że chcę i mogę robić więcej i należeć do grona tych wspaniałych ludzi. Tak trafiłam do działu przyjęć, gdzie zawsze mogę liczyć na wsparcie Angeliki jak i reszty członków Warcianej rodziny.
Zrobię wszystko aby godnie reprezentować Fundację i pomóc Złociakom trafić do swoich ludzi.

ORGANIZACJA WIZYT

Kamila JAWOROWICZ – opiekunka goldena CEZARA

Jakiś czas temu zauważyłam, że w moim życiu czegoś brakuje… Pomysł przyszedł nagle i wydał mi się całkiem oczywisty – przecież kocham zwierzęta, dlaczego więc nie miałabym im pomagać? Wcześniej oczywiście wspierałam różne akcje, ale to nie było to samo… Postanowiłam dołączyć do Fundacji. Z racji na sentyment do Goldenów, wybór był prosty – to musiała być Warta Goldena.

Już jako dziecko bardziej ufałam zwierzętom niż ludziom. Kiedy zobaczyłam jakiegoś psa na ulicy, biegłam do niego z otwartymi ramionami i niepohamowaną chęcią głaskania, chociaż oczywiście było to skrajnie nieodpowiedzialne.

W wieku 10 lat rozpoczęła się najpiękniejsza znajomość mojego życiu – dostałam Spike’a, uroczego, kremowego Goldena, który w zamyśle mojej rodziny miał pomóc mi w nabraniu pewności siebie, a ostatecznie stał się moim przyjacielem.

Przez niemal 12 lat Spike był członkiem mojej rodziny i najwspanialszym kompanem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. To właśnie podczas jego choroby uświadomiłam sobie, że chciałabym pomagać zwierzętom.

Kiedy zostałam przyjęta do Fundacji, poczułam wielką radość. Szybko zostałam domem tymczasowym dla Cezara, który został u mnie na zawsze.

Moje marzenie? Nie będę oryginalna. Jak najwięcej kochających domów dla naszych podopiecznych i jak najmniej psów w schroniskach i na łańcuchach.

DZIAŁ OPIEKI POADOPCYJNEJ

Magdalena WINIARSKA – opiekunka goldena MAJLO

Przez  15 lat w rodzinnym domu był z nami Ramzes – jamnik, mój ukochany piesio.
Uwielbiałam jak witał mnie na stacji kolejowej; kiedy wracałam ze studiów, cały pociąg oraz wszyscy ludzie na stacji słyszeli jak bardzo cieszył się, piszcząc, wyjąc z zachwytu. Wtedy wiedziałam już, że w moim życiu zawsze będzie pies, jako członek rodziny, kochany, miziany.

Mój Ramzes umarł a rok później, pojawił sie Majlo, moje szczęście kochane, cieszące się ze wszystkiego, o cudownym charakterze, piękny, dostojny i zawsze przy mnie. Pokochaliśmy go z mężem i traktujemy jak nasze dziecko. Dziś jest z nami jeszcze „ludzki ” synek Antek i w czwórkę tworzymy wspaniały zespół.

Uważam, że każdy piesio zasługuje na szacunek i miłość swojego człowieka, nie rozumiem jak można krzywdzić te istoty, które wpatrzone sa w nas jak w obrazek, chcą być tylko blisko nas. Bardzo cieszę się, że mogę zostać wolontariuszką w Fundacji, pomagać  i oglądać cieszące się mordki i rozmachane ogonki tych przepięknych psiaków, które w życiu przeżyły dużo za dużo ….i mam nadzieję, że teraz już zawsze będą szczęśliwe, dzięki Państwa wsparciu i pomocy Fundacji. Dziękuje Wam za Wasze piękne serca.

Katarzyna KOTYŃSKA – opiekunka goldena FURIO

Jako mała dziewczynka szalałam na punkcie wszystkich zwierząt. Każdy kot i piesek spotkany na ulicy musiał być nakarmiony, wygłaskany i wyprzytulany. Pragnienie bliskości zwierząt nie zostało zaspokojone przy moim pierwszym psie. Eta, Cocker Spaniel – wówczas moja rówieśniczka, była kochanym, ale trudnym i czasem agresywnym psem. Spędziła z nami całe swoje życie, ale jej niezależność nie pozwoliła nam nigdy poczuć jak cudowna może być psia miłość. Tej udało mi się doświadczyć dopiero przez kolejne 18 lat wspólnego dorastania z jamniczką długowłosą – Gapą. Ta mała piękność potrafiła całkowicie zawładnąć sercem i podporządkować sobie całą rodzinę. Towarzyszyła nam zawsze i wszędzie, obdarowując nas wieloma cudownymi chwilami. Wyjątkowo trudna i wyczerpująca opieka, którą sprawowaliśmy podczas psiej starości naszej „jamniczanki” jeszcze bardziej uwrażliwiła mnie na krzywdę i dobrostan zwierząt. Po jej śmierci nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że kiedykolwiek miałabym przeżyć te wszystkie emocje jeszcze raz i narazić się na taki ból po stracie przyjaciela.

Dopiero 4 lata później postanowiłam być domem tymczasowym dla jakiegoś psiaka – z potrzeby pomocy jakiemuś włochaczowi, a także z tęsknoty za tymi pięknymi czarnymi oczami, ale przede wszystkim dlatego, że uświadomiłam sobie jak wiele psów jest porzucanych i potrzebujących pomocy. Przykładem tego jest Miśka – znaleziona w okresie wakacyjnym na polnej drodze obok worka karmy Owczarka Niemiecka (dziś szczęśliwa u moich rodziców).
Znajomość z Wartą Goldena rozpoczęłam od przyjęcia jako DT Furiasa – młodego, przeuroczego łobuziaka o niespożytej energii. Aby jak najlepiej się nim zająć zaczęłam się zagłębiać w tematy wychowywania psów, rozładowywania energii, eliminacji nadpobudliwości i lęków u Goldenów. Musiałam również zreorganizować cały tryb życia i zmienić swoje podejście do futrzaków z typowego mojego „kizi mizi” na bycie przewodnikiem, gdyż Furias potrafi wykorzystać swoją urodę i wejść na głowę;) Warta Goldena od początku wydawała mi się organizacją rzetelną, która jest otwarta na potrzeby zwierząt i realizuje zamierzone działania, dlatego od dawna śledziłam jej historię na facebooku. Teraz, gdy przekonałam się jak pomocni, otwarci i słowni są jej członkowie pragnę stać się tego częścią, dalej rozwijać swoją wiedzę i wykorzystać swoją energię aby pomóc Złotkom.

Kamila OPAS – opiekunka mini goldenów LEJLI i KUBY

Witam.. nazywam się Kamila.
Ze zwierzętami żyje od najmłodszych lat.. czy to rybki, chomiki, żółw, czy też kotki i pieski. Zawsze kochałam zwierzęta, stawałam w ich obronie kiedy tylko mogłam. Jeśli chodzi o pieski to całe dzieciństwo wychowywałam się z owczarkiem niemieckim jak i ratlerkiem.. Pani owczarkowa to była taka moja „siostra”. Niestety obie sunie ze starości – a także przez okropnego raka..- są już za tęczowym mostem. Dłuższy czas myślałam o adopcji, jednak moja rodzina nie była przekonana co do wzięcia jakiegoś pieska pod opiekę.. więc zadziałałam sama. Na Fundacje Warta Goldena trafiłam przeglądając informacje o Goldenkach.. i tak już w niej zostałam. Kocham złociaki i uważam, że adopcja Kuby jak i Lejli była jedna z najlepszych w moim życiu. Zrozumiałam co to jest kochać i być kochanym – poprzez wdzięczność piesków – tych adoptowanych. Zaczęło się od bycia domem tymczasowym, lecz każdy wiedział od początku, że nie będę potrafiła ich oddać. I tak zostało, oboje zostali członkami naszej rodziny na stałe.
Nie oddalibyśmy ich za żadne skarby.
Chce pomagać i dalej to robię. Czerpie radość z tego ze mogę wesprzeć i darzyć opieką Goldziaki jak i inne zwierzątka. Gdy widzę co złego się dzieje w obecnych czasach.. wiem że to ja, MY musimy pomóc.

Monika UCHACZ – opiekunka goldena HOLEGO

Moja przygoda ze złotkami rozpoczęła się dzięki Gali – goldence, która była spełnieniem marzeniem moich i mojej mamy. 20 lat temu znalezienie hodowli z dnia na dzień nie było takie proste. Po szczeniaka przejechałyśmy pół Polski…. Wspólnie przeżyłyśmy 16(!) lat, sporo wystaw, a nawet epizod hodowlany. Zakochałam się w rasie po uszy.
Warta Goldena umożliwiła pogodzenie mojej szaleńczej miłości do tych wspaniałych psów z ogromną chęcią mojego męża aby zaopiekować się adopciakiem. Hulek jest już z nami od kilku miesięcy i wygląda na to, że tym razem dzięki niemu Goldeny zyskały nowego, wiernego fana!
To ogromna frajda móc w jakiś sposób wesprzeć fundację, która z takim zaangażowaniem zmienia los setek psiaków, które codziennie padają ofiarami ludzkiej ignorancji i nieodpowiedzialności.
Dzięki za to!

DZIAŁ MARKETINGU

Weronika ŁADOGÓRSKA – opiekunka goldena PADIEGO

Weronika i PadiJak byłam dzieckiem pragnęłam mieć psa. Jako 6 latka prowadziłam zeszyt w którym opisywałam rasy psów spotkane na osiedlu na którym mieszkali moi dziadkowie. Pytałam właścicieli zwierzaków co to za rasa, ile mają lat itp. W tym samym roku swojego życia dostałam swojego pierwszego psa Bokserkę o imieniu Diana. Była przy mnie cały okres dorastania, aż do momentu kiedy skończyłam 18 lat. Nie będę opowiadać jaką traumą była dla mnie jej śmierć. Przeżyłam to do tego stopnia, że po prostu przestałam „lubić psy”- nie wiem dlaczego ,ale dokładnie tak było. Pierwszym psem którego pokochałam po mojej przyjaciółce z dzieciństwa był Golden.  Zakochałam się w nim zupełnie przez przypadek, tak jak i w jego właścicielu.

Nigdy nie uważałam, żeby Goldeny jakoś szczególnie pasowały do mnie, czy mojego charakteru.  Jednakże Golden mojego obecnego narzeczonego był psiakiem, który bardzo szybko skradł moje serce. Zauroczyło mnie jego oddanie, sposób w jaki komunikował się ze mną i to, że  wybrał sobie mnie na przewodnika w ostatnich latach jego życia. Wowo – bo tak się nazywał był już starszym psem kiedy zostałam jego właścicielką, zaczął głuchnąć i chorować. Widziałam, że miał z tym spory problem, ale robiłam wszystko by czuł się bezpiecznie. Obdarował mnie za to ogromnym uczuciem i przywiązaniem. Zobaczyłam w nim o wiele więcej niż psa. Jednak nastał dzień w którym Wowo musiał odejść , a jak wiadomo największą wadą psów jest to, że żyją krócej niż ludzie. Mój pies umarł mi na rękach. Po jego odejściu standardowo dla mnie, nie chciałam żadnego psa, a tym bardziej nie Goldena.

Pewnego dnia gdy pogodziliśmy się z odejściem naszego przyjaciela wraz z narzeczonym trafiliśmy na Fundację Wartą Goldena, gdzie zobaczyliśmy zdjęcia Padiego i od razu wiedzieliśmy, że to właśnie będzie nasz pies. Padi jest z nami od roku, wiele mnie nauczył w tym czasie. Między innymi tego, że nie każdy pies jest łatwym do prowadzenia czy wychowywania, ale jeśli już się z nim dotrze, zyska się przyjaciela na zawsze i w to wierzę. Wierzę też, że nie ma sytuacji bez wyjścia jeśli chodzi o charakter psa, są tylko nieodpowiednie metody wychowawcze. Wierzę również w to, że każdy pies zasługuje na swojego człowieka, a każdy człowiek zasługuje na swojego psa. Dlatego też chciałam pracować w fundacji, żeby połączyć ze sobą właśnie te psy i tych ludzi którzy powinni do siebie należeć.

Sylwia LUBECKA – opiekunka goldenki ABRY i goldena FELKA

Sylwia i AbraDołączenie do grona wolontariuszy Fundacji Warta Goldena nie było przypadkowe. Jestem typowym zwierzolubem. Mieszkając na wsi, dorastałam wśród zwierząt różnego gatunku. Poznawałam ich potrzeby oraz odkrywałam, że każde z osobna myśli i czuje. Uczyłam się odpowiedzialności i szacunku. Nie będę jednak ukrywać faktu, że to właśnie psiaki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Od najmłodszych lat w asyście siostry opiekowałam się czworonogami dziadków.
Miłość do rasy Golden Retriever narodziła się bardzo szybko i bardzo wcześnie. W 2005 roku puchata, złota kuleczka o wdzięcznym imieniu Bemol zawładnęła życiem moim i mojej rodziny. Prawie jedenaście wspólnie spędzonych lat minęło jak jeden dzień. Jesienią 2015 roku Bemol odszedł za Tęczowy Most. Jego odejście było mieszanką smutku, cierpienia, żalu, pustki oraz złości do całego świata. Aby chociaż w połowie uśmierzyć ból po stracie najwierniejszego przyjaciela, podjęłyśmy z siostrą decyzję o kupnie kolejnej, puchatej kuleczki. Przeszukując oferty w Internecie natrafiłyśmy po raz pierwszy na stronę Fundacji Warta Goldena. Decyzja była jednogłośna. Nie kupujemy! Adoptujemy!
 Przechodząc pomyślnie procedurę adopcyjną – 28 listopada 2015 roku adoptowałyśmy Abrę – sunię uratowaną z pseudohodowli. Kilka miesięcy później w naszym domu pojawił się Felek. Razem stworzyli duet idealny.
Mając u swojego boku dwa adoptowane, szczęśliwe futra, nie zapomniałam o Warciakach czekających na swoje nowe rodziny. Codziennie z zapartym tchem śledziłam ich losy. Obecnie jako wolontariusz mogę dać z siebie wszystko i pomagać im na 100%. Ktoś kiedyś powiedział: „Adoptując jednego psa nie zmienisz świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa.” W zespole ludzi z ogromną pasją, którym przyświeca wspólny cel – mogę odmienić świat jeszcze nie jednego złotka. A zatem do dzieła!

Magdalena SPYTEK – opiekunka goldena MAXA

Od małego byłam bardzo wrażliwa na krzywdę psiaków i zawsze chciałam wszystkim pomóc. Wychowałam się z psem i wiedziałam, że jak będę miała swój dom to oczywiste, że pies też będzie. Od najmłodszych lat byłam bardzo samodzielna, wyjechałam mając 20 lat szukając swojego miejsca. Poznając mojego męża wiedziałam, że rozumie moją miłość do psiaków i wiedziałam, że już, już zaraz pojawi się.

Po drodze trafiła się kolejna przeprowadzka, ale nie chciałam odwlekać decyzji o psiaku i tak pojawił się Max. Niedługo później okazało się, że jestem w ciąży. Szczeniak i za chwilkę dziecko, w głowie pewnie zapala się żółta lampka? Ja jednak postanowiłam poświęcić czas ciążowy dla Maxa. Między nimi jest rok różnicy, dzięki Maxowi córka bardzo szybko nauczyła się obcowania z wielkim złotym futrem. Mam nadzieję, że między nimi będą tak cudowne wspomnienia z dzieciństwa jakie mam sama.

 

Wiedziałam, że moja pasja nie zakończy się tylko na Maxie, szkoleniach z nim, pomocy w miejskim schronisku, więc teraz chcę pomóc w Fundacji. Widzę zaangażowanie, heroiczną pracę ludzi połączonych wspólną pasją obserwując Wartę. Teraz mam możliwość dołożenia swojej cegiełki, a może niebawem pomóc jakiemuś Warciakowi.

Monika BORKOWSKA – opiekunka goldena TEDIEGO

Tedi jest spełnieniem moich marzeń. To jak wygrana w Lotto – co sekundę sprawdzasz, czy to szczęście jest naprawdę i w dodatku moje, na wyłączność.

Ponad pięć lat temu zaczęłam obserwować na Facebook’u kilka fundacji, które pomagają właśnie Goldenom. Odkryłam dla mnie świat zupełnie nieznany i przerażający. Nie mogłam ( i nadal nie potrafię) zrozumieć jak te wspaniałe, wrażliwe psy mogą być porzucane, zaniedbywane, krzywdzone. I tak zrodził się pomysł, by zostać domem tymczasowym. Przeszliśmy pozytywnie całą procedurę, ale w trakcie ustaleń moje serce skradła pewna suczka, którą jednogłośnie, całą rodziną, wraz z córeczką i mężem, chcieliśmy adoptować. Jednak to nie ona miała do nas trafić. I tak, trzy lata temu, w 2015 roku, otrzymaliśmy mail od Fundacji Złoty Pies, w  którym właściciele Tediego ze względu na trudną sytuację, szukali dla niego nowego domu.

Nie spodziewałam się takiego szczęścia. W moim rodzinnym domu zawsze były psy. Marzyłam o czekoladowym labradorze, a mogłam jedynie przygarnąć rudego kota Oskara, którego nauczyłam reagować na gwizdanie i zachowywał się jak pies. Teraz jest z nami najwyższy Golden jakiego kiedykolwiek widziałam.

Tedi to dowód na prawdziwość tych słów: “Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć” (cyt. P.Coelho)
Nie jest dla nas psem, a członkiem naszej rodziny. Nie tylko my go kochamy, ale nasi przyjaciele, sąsiedzi. Uwielbia pływać w morzu, jeździ z nami na kajaki, chodzi po górach, towarzyszy mi przy nordic walking. W tym roku, pierwszy raz wspierał aktywnie WOŚP.

Do Fundacji Warta Goldena trafiłam przez Tediego. Pisząc patetycznie – by oddać coś w zamian za to, że mam taki ideał do kochania. A w rzeczywistości wystarczyło spotkanie z dwoma innymi, cudownymi Warciakami, by z obserwowania przejść do działania.

Monika MAJCHER – opiekunka goldena SPENCERA

Mam na imię Monika. Oczkiem w głowie jest moja córka Marysia oraz od stycznia 2017 roku  Spencer. Jak trafił do nas Spencer? Po stracie goldenki Bianki, która należała tak naprawdę do siostry zakiełkowała w mojej głowie myśl, żeby może tak przygarnąć pieska. Pieska, który byłby mój i Marysi. Wiedziałam, że będzie to na pewno Golden!

Złożyłam ankietę… najśmieszniejsze jest to, że w ankiecie zaznaczyłam, że chciałabym suczkę max do dwóch lat…. I co? I trafił do nas piesek w wieku 4,5 roku. Przewrotne jest to nasze życie. Ale nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Nie mogłam lepiej trafić. Kiedy wracam z pracy i widzę kręcącego się dookoła i machającego ogonem Spencera wiem, że to najlepsza decyzja jaką podjęłam.

Na początku Spencer miał problemy  z pokonaniem schodów, ale już się do nich przyzwyczaił – przynajmniej do tych na zewnątrz. Schody wewnętrzne nadal są dla niego tajemnicą, ale nie zmuszam go, może przyjdzie taki czas, że zawita do pokoju mojego i córki. Spencer ma rewelacyjne wyczucie czasu i bardzo pilnuje swoich godzin posiłków. Nie jest to piesek po przejściach, bo wiem że miał wspaniałą rodzinę, być może dlatego nie mieliśmy z nim problemów behawioralnych.
Od czasu kiedy jest u nas Spencer wspierałam Fundacje w miarę możliwości finansowo lub przekazując rzeczy na bazarek.