Przedstawiamy osoby, które pracują w fundacji:

DZIAŁ ADOPCJI

Iwona KOSZELA – właścicielka Labradora SHADOW

17757775_1335001033244659_1731766398_nMój pierwszy pies, z którym mieszkałam to była Muszka mieszaniec boksera, znaleziony przez moją mamę w lesie jako szczeniak i przygarnięty. Byłam w tym czasie jedynaczką i Mucha była kompanem wszystkich moich zabaw. Mimo że Mucha z powodu złych doświadczeń nie lubiła dzieci warczała na spotkane na spacerach, to mnie pokochała od pierwszego wejrzenia i była to miłość odwzajemniona do ostatnich jej dni. Po jej odejściu rodzice nie chcieli już psa, pojawiło się moje rodzeństwo, brak czasu a głównym powodem było to, że mama bardzo przeżyła odejście Muchy a właściwie t,o że musiała ją poddać eutanazji bo bardzo cierpiała. A ja szalałam wymyślałam tysiące argumentów, próbowałam przyprowadzać osiedlowe znajdy do domu, a na ogródkach działkowych miałam „swoje psy”, które jak się zjawiałam łaziły za mną krok w krok.

Dopiero gdy wyszłam za mąż spełniłam to swoje wielkie marzenie i zamieszkała z nami słodka biszkoptowa kulka Shadow. Zweryfikował on bardzo moje myślenie o wychowywaniu psa, był
i nadal jest wymagającym, bardzo żywiołowym, upartym a przy tym cholernie inteligentnym psem.

Pomagam w różnych Fundacjach już od 2012 roku, w międzyczasie byłam Domem Tymczasowym 3 psiaków i pokazało mi to jak ciężką a zarazem satysfakcjonującą praca jest bycie tymczasowym opiekunem i jak ważna jest rola takiej osoby w fundacjach.

W 2015 roku postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę oraz umiejętności i ukończyłam kurs zawodowy w zakresie Treser Psów organizowany przez Chatę Leona. Kurs ten był nastawiony głównie na pracę z psami agresywnymi a takich w fundacjach pojawia się niestety coraz więcej.

Katarzyna NASKRĘT – właścicielka Goldenki ABBY

kasia-i-abbyOd zawsze w moim rodzinnym domu były psy. Każdy z nas nie potrafił obyć się bez czworonożnego przyjaciela- pokochałam je od najmłodszych lat i marzyłam, żeby móc im pomagać jak będę duża. Po części moje marzenia się ziściły, gdyż ukończyłam technikum weterynarii z wyróżnieniem.
Po przeprowadzce do mojego Narzeczonego nie wyobrażałam sobie domu bez psa, więc postanowiliśmy, że rozpoczęciem naszej wspólnej rodziny będzie pies. Długo zastanawialiśmy sie nad wyborem rasy, która będzie odpowiednia dla nas- wypadło na Golden Retrievera. W naszym domu zamieszkała Daisy, która była najcudowniejszym i najmądrzejszym psem świata. Niestety długo nie nacieszyliśmy się wspólnym życiem, bo jak się okazało nasza kochana Daisy miała niewydolność nerek. Walczyliśmy do samego końca. Chcieliśmy żeby była z nami jak najdłużej, jednak po 3 miesiącach walki Daisy poddała się i odeszła za TM. Dzięki Daisy dowiedzieliśmy się, że ludzie mają wielkie serca i przekonaliśmy się, że dobro wraca. Był taki moment, że zabrakło nam środków na jej leczenie, ale ludzie pomogli i wspierali nas w tych ciężkich chwilach. Niestety nie udało nam się uratować Daisy, ale dzięki wszystkim i dzięki Daisy mogliśmy uratować inne psy z fundacji, które potrzebowały pomocy. Po jej odejściu byliśmy załamani. W domu była pustka i ciągły płacz, tak bardzo nam brakowało Daisy- i tu również kolejni ludzie nam pomogli, podarowali nam małego sczeniaczka, który wniósł do naszego domu dużo radości i szczęścia- nazwaliśmy ją Abby.
Moją pomoc w fundacji zaczęłam od pomocy Mike’owi, który był naszym tymczasowiczem. Gdy widziałam jak zmieniło się jego życie po części dzięki nam, byłam przeszczęśliwa! Znalezienie jemu kochającego domu i kogoś komu wiedziałam, że będę mogła zaufać było nie lada wyzwaniem, ale udało się! Mike ma nowy dom, a ja mam uradowane serduszko, bo widzę ile szczęścia wnosi w życie innych osób. Zakochałam się w pomaganiu i tak już zostało! Będę pomagać do końca świata, bo wiem, że dobro wraca i mam tego żywy przykład.

Ewa MARCNIAK – właścicielka Goldena FUXA

Ewa i FuxCóż tu napisać? Że zawsze w moim dzieciństwie były psy i  że je kochałam? Tak, było ich chyba z dziesięć. Od Cocker Spaniela przez wielorasowce do Pointerki Angielskiej po Championie Polski Aso, który był psem mojego brata, a Kora trafiła do nas jako szczeniak za pokrycie.
Każdy psiak był inny, ale  wszystkie kochałam na swój dziecinny sposób. Czasami mama krzyczała do mnie, że z psem trzeba wyjść, a mi się po prostu wtedy nie chciało. Tak właśnie było. Pamiętam jak zbliżały się święta Bożego Narodzenia i siedziałyśmy z mamą w kuchni, robiłyśmy przygotowania do świąt. Mama dała Adze, mojej rudej cockerce kość, a ona czmychnęła pod stół, zaczęła obgryzać ją i się krztusić. Chciałam jej ją zabrać i ratować, a ona mnie ugryzła w palec u nogi… oto cała cockerka.
Tak naprawdę miłość w pełni tego słowa znaczeniu zrozumiałam dopiero po 23 latach od momentu uśpienia Kory (ropomacicze), gdy trafił do nas Fux – psiak z pseudohodowli zarobaczony, nieszczepiony, gotowy do eutanazji. Golden Retriever złoty król. Dzięki niemu na nowo poznawałam świat zwierzęcy, psiakowy. Kocham wszystkie psy i gdybym tylko mogła, to wszystkie bym zabrała do siebie. Praca w fundacji daje mi możliwość pomagania na szerszą skalę. Zawsze jak tylko mogę, to pomagam, nie tylko goldenom,  wykonując telefon i mówiąc: Witam, Ewa Marciniak się kłania z Fundacji Warta Goldena. Możemy Państwu pomóc, jesteśmy do Państwa dyspozycji.

Paula SMUTNICKA – właścicielka Goldenki VANILLI i Goldena SPAJKA

Od namłodszych lat, w naszym domu rodzinnym, towarzyszyły mi zwierzęta; psy, ptaki, gryzonie. Uczyły mnie empatii, opiekuńczości i poczucia obowiązku. Czasy były zupełnie inne, ale to ja byłam „twardzielką z podwórka”, która chodziła z psami sąsiadów do weterynarza na zastrzyk…
W dorosłym życiu napotkało mnie kolejne doświadczenie, w postaci psa z pseudohodowli. Miała być adopcja ale jednak wymuszono na mnie opłatę „za odchowanie”…. I się zaczęło. Ryś był zbiorowiskiem wszelkich wad genetycznych i chorób, których nie sposób było wyleczyć. Zaczęłam badać „czarny rynek” handlu zwierzętami i orientować się w straszliwych procedurach pseudohodowli.
Pustka w domu bez psa, wypełniła się świadomym zakupem golden retrievera z profesjonalnej hodowli. Wanilia dokonała wszelkich zmian w moim życiu. Jest psem idealnym, uleczyła wszystkie rany w sercu. Otworzyła mnie na zmianę trybu życia. Dzięki niej zaczęłam angażować się w projekt Golden Retriever WOŚP Wrocław, a także zaczęłam śledzić losy bezdomnych goldenów, ratowanych przez fundacje.
W grudniu 2014 zapadła decyzja o byciu domem tymczasowych dla jednego z podopiecznych… i tak do naszej rodziny trafił Spajk, nosiciel miłości i cudownie wkomponował się w naszą rodzinę. Pracując w dziale adopcji, przeżywam raz jeszcze cudowne przemiany z bezdomnych, wystraszonych, zaniedbanych psiaków w cudownych, szczęśliwych, rodzinnych kompanów.

DZIAŁ DOMÓW TYMCZASOWYCH

Dominika MIKUŁA – włascicielka Goldena BINKA

Odkąd pamiętam byłam miłośniczką zwierząt. Gadżety z bajki 101 Dalmatyńczyków zdobiły mój pokój, a ja zarzekałam się, że zostanę w przyszłości panią Weterynarz. Niestety rodzice nie zgadzali się na przyjęcie pod nasz dach pieska, bo uważali, że po jakimś czasie stracę nim zainteresowanie, odwidzi mi się, znudzi, a oni zostaną z problemem na swojej głowie.

Dzieckiem już nie jestem, z marzeń o zostaniu Weterynarzem też wyrosłam, ale nigdy nie przestałam całym sercem pragnąć opiekować się swoim własnym czworonogiem. Dlatego, jak tylko wyfrunęłam z gniazda rodzinnego od razu zaczęłam realnie myśleć o psie. Decyzją podjętą wspólnie z chłopakiem padłona Goldena. Od razu przeszukałam Internet z nadzieją, że znajdę psa o tej rasie do adopcji i tak trafiłam na Wartę Goldena. Dzięki Fundacji w 2015 roku do naszego domu i serca zawitał Binek. Jest on naszym oczkiem w głowie. Dziś nie wyobrażam sobie już domu bez psa, bez noska, który szturcha, bez wiecznie merdającego ogona, bez roztańczonego wariata z butem w mordce który wita mnie po powrocie z pracy.

Dzięki Binkowi poczułam więź z fundacją i po niedługim czasie od adopcji zasiliłam szeregi wolontariuszy Warty Goldena. Dzięki tej pracy mogę realizować moją pasję związaną z niesieniem pomocy zwierzętom, a każdy merdający ogon, który odnalazł swój dom jest dla mnie dowodem na to że WARTO pomagać !

Paulina MIKUŁA – siostra Dominiki

paulina_mikułaOdkąd pamiętam moje serce biło mocniej na widok każdego zwierzaka. W domu niestety żadnego nie było (mieszkanie w bloku, alergia mamy i starszej siostry itp.) Ale od czego są dziadkowie! Pies, koty, króliki, owce, kozy, kury, kaczki, indyki – pojawiały się wszystkie zwierzaki o jakie z siostrami prosiłyśmy. Nawet był plan przygarnięcia kucyka, który wraz z Dominika opracowałyśmy z najdrobniejszymi szczegółami w jedną noc pod kołdrą (nie do końca wiem co poszło nie tak…).
Do dziś, to właśnie zwierzęta są w stanie najmocniej mnie rozbawić, najgłębiej wzruszyć i najszybciej ukoić wszelkie troski.
Nadal nie mam możliwości przygarnąć zwierzaka na stałe, ale staram się im pomagać na inne sposoby. Do tej pory (nie licząc bycia niańką dla wszystkich psów i kotów pod nieobecność moich znajomych) była to głównie pomoc finansowa. Jednak cały czas czułam że mogę dać z siebie coś więcej i w taki sposób, za przykładem siostry, zostałam wolontariuszką fundacji Warty Goldena.

DZIAŁ PRZYJĘĆ PSÓW DO FUNDACJI

Angelika SMOLAREK – właścicielka Goldena SPAJKA 

Angelika i SpajkOd zawsze w moim domu było jakieś zwierzę. Czy to królik, czy rybki w akwarium, czy koty, a tych przewinęło się naprawdę sporo – zawsze coś się u nas działo.

Nigdy też nie byłam obojętna na krzywdę innych zwierząt. Ratowałam wszystkie, najczęściej bezpańskie koty. Pamiętam też, kiedy nasza kotka-przybłęda urodziła kociątka – zaufała mi na tyle, że z końca ogrodu, w okropną ulewę, w zębach przynosiła nam pod dom swoje kociaki. Wybiegłam szybko, wzięłam kociaka w ręce, którego nam przyniosła i tuliłam. Potem doszły następne, każdego pozwalała mi dotykać, mimo, że każdy mówił na nią „dzika”. Dookoła lał deszcz, wiał wiatr, a ja siedziałam i próbowałam każdego malucha ogrzać swoim ciałem.

I chyba od tego się zaczęło „na dobre”…

A jeśli chodzi o fundację to…

Trafiłam do niej na początku lutego 2016 roku, chciałam jakoś psiakom pomagać, nie tylko finansowo, ale także mieć wpływ na ich przyszłe życie. Z pomocą przyszła mi Fundacja Warta Goldena, która przyjęła mnie z otwartymi ramionami, otuliła swą opieką i potraktowała jak swego. Wielką przyjemność sprawia mi wyszukiwanie ogłoszeń o złotkach, które ktoś chce oddać, a my, jako instytucja, możemy im pomóc.

Śledzenie całego procesu, począwszy od wyszukania psa, po wysłanie charakterystyki, kontakt z właścicielami, szukanie DT, to naprawdę dla mnie wielka frajda, bo wiem, że robię to wśród ludzi, którzy tak jak ja, z pasją i oddaniem podchodzą do takich zadań.

Fundacja zajmuje teraz cały mój czas, nawet jeśli nie chcę – to i tak o niej myślę 😉

Gdybym miała cofnąć czas, również poszłabym tą samą drogą – w stronę światła dla lepszego życia goldasów.

Nasz cel jest jeden: pomoc psiakom, które nas potrzebują. Jestem dumna, że mogę w tym uczestniczyć i być częścią tej społeczności, bo ci ludzie są po prostu fantastyczni – jak jedna, wielka, Goldenia Rodzina.

Teraz i moja rodzina się powiększyła o Spajka, który również przeszedł przez ręce fundacji. Jesteśmy Warciakową Rodziną i dobrze nam z tym!

Klaudia BOROWIKwłaścicielka Goldenki RAJLI i Goldena ARMANIEGO

IMG_0139Gdybym mogła mieć jedno życzenie do spełnienia? Aby każde zwierzę było kochane, szanowane i miało swoją cudowną rodzinę. Aby nie istniały schroniska, przytuliska, schrony i najlepiej ludzie, którzy doprowadzają do tego, że są one wiecznie przepełnione. Niestety, złotej rybki nigdy nie udało mi się złowić, wiem natomiast że każdy może się przyczynić do wielkiego kroku w tę stronę.
W wieku 15 lat zapragnęłam mieć psa i od razu wiedziałam, że ma to być Golden. Niestety, w rodzinnym domu nie miałam do tego warunków i jedyne na co mogłam liczyć to prezent od rodziców w postaci ręcznika z wizerunkiem Złotka, który do dzisiaj jest ze mną. Gdy tylko opuściłam mury mojej wioski i przeprowadziłam się do Poznania, wiedząc że pragnę tego od 6 lat i nie było to dziecinną zachcianką podjęłam razem z chłopakiem decyzje o psiaku. Znaleźliśmy hodowle i tak oto Rajli jest z nami od 1,5 roku. Długo jednak jedynaczką nie była.
W styczniu 2017 r. pierwszy raz nawiązałam kontakt z Fundacją jako DT Armaniego. I tak miało być, wszyscy w domu powtarzali po sto razy, że mam pamiętać że to DT, że w ten sposób pomożemy wielu psom, że tylko na taką pomoc możemy sobie pozwolić, że nie mamy warunków na drugiego psa na stałe. Niestety na DT nie nadawaliśmy się kompletnie, Armani zahipnotyzował wszystkich po pierwszych dniach i wybrał sobie nas na swoją rodzinę już do końca, nie chciał się nigdzie dalej wybierać a i my nigdy byśmy go już nie oddali. Rajli zyskała starszego brata, a my wspaniałego i
oddanego przyjaciela.
Od Fundacji wręcz się uzależniłam, śledziłam wątek każdego nowego psiaka, wzruszając się kiedy tylko znalazł dzięki Warcie Goldena nowy, cudowny dom. Szybko przyszła mi myśl, że chcę i mogę robić więcej i należeć do grona tych wspaniałych ludzi. Tak trafiłam do działu przyjęć, gdzie zawsze mogę liczyć na wsparcie Angeliki jak i reszty członków Warcianej rodziny.
Zrobię wszystko aby godnie reprezentować Fundację i pomóc Złociakom trafić do swoich ludzi.

DZIAŁ DOMÓW TYMCZASOWYCH

Kamila KRAUZE – właścicielka Goldena CEZARA

Jakiś czas temu zauważyłam, że w moim życiu czegoś brakuje… Pomysł przyszedł nagle i wydał mi się całkiem oczywisty – przecież kocham zwierzęta, dlaczego więc nie miałabym im pomagać? Wcześniej oczywiście wspierałam różne akcje, ale to nie było to samo… Postanowiłam dołączyć do Fundacji. Z racji na sentyment do Goldenów, wybór był prosty – to musiała być Warta Goldena.

Już jako dziecko bardziej ufałam zwierzętom niż ludziom. Kiedy zobaczyłam jakiegoś psa na ulicy, biegłam do niego z otwartymi ramionami i niepohamowaną chęcią głaskania, chociaż oczywiście było to skrajnie nieodpowiedzialne.

W wieku 10 lat rozpoczęła się najpiękniejsza znajomość mojego życiu – dostałam Spike’a, uroczego, kremowego Goldena, który w zamyśle mojej rodziny miał pomóc mi w nabraniu pewności siebie, a ostatecznie stał się moim przyjacielem.

Przez niemal 12 lat Spike był członkiem mojej rodziny i najwspanialszym kompanem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. To właśnie podczas jego choroby uświadomiłam sobie, że chciałabym pomagać zwierzętom.

Kiedy zostałam przyjęta do Fundacji, poczułam wielką radość. Szybko zostałam domem tymczasowym dla Cezara, który został u mnie na zawsze.

Moje marzenie? Nie będę oryginalna. Jak najwięcej kochających domów dla naszych podopiecznych i jak najmniej psów w schroniskach i na łańcuchach.

DZIAŁ OPIEKI POADOPCYJNEJ

Sandra SZYMAŃSKA – właścicielka Goldenki NELI

17760469_1335001129911316_1238244669_nZ mojego rodzinnego domu wyniosłam miłość i szacunek do zwierząt. 

Wychowywałam się z psami stąd moja duża empatia do nich. Lecz w domu były też inne zwierzęta i zazwyczaj z mojej inicjatywy i chęci pomagania.
Gdy sama założyłam rodzinę wiedziałam, że pragnę tego samego nauczyć moje dzieci. W domu pojawiły się rybki, koszatniczki gdy przekonałam się, że moi synowie nauczyli się odpowiedzialności za żywe istoty podjęliśmy z mężem decyzję o piesku. Od początku myśleliśmy o adopcji i domu dla tych zapomnianych. Tak trafiliśmy na Fundację Warta Goldena. Przyznam, że do tej pory nie miałam styczności z tą rasą. Więc zaczęliśmy z mężem zdobywać wiedzę na ich temat. Zgłosiliśmy się do fundacji i nasz wniosek został rozpatrzony pozytywnie. Byliśmy ogromnie podekscytowani każdym etapem przed adopcją naszej Nelki. Przyjęcie nowego członka rodziny to było już totalne szaleństwo. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Nela jest już z nami rok i to jest cudowny okres. Cudowny przyjaciel. Wniosła wiele radości i szczęścia.

Uważnie śledziłam losy Fundacji i reszty Warciaków. Z czasem przyszła myśl, że skoro daliśmy dom naszej Nelce dlaczego nie pomagać innym pieskom w potrzebie. Każdy złociak zasługuje na swój dom i swoich ludzi. Zgłosiłam więc chęć do pomocy i zostałam przyjęta do grona Warcianej rodziny. Czuję się zaszczycona i mam nadzieję, że nie zawiodę.

Hanna BATKO – właścicielka Goldenki OLIWKI i Goldena DIESLA

Hania BATKO1Moja przygoda z psami tak naprawdę zaczęła się w 2003 r. gdy, za namową mojej koleżanki pediatryczki, zakupiłam z hodowli domowej 8 – tygodniową goldeneczkę BELLISSIMĘ. Miała być terapeutką i towarzyszką dla mojego niepełnosprawnego intelektualnie i nadpobudliwego syna.  Okazała się najcudowniejszą sunią pod słońcem, wyszkoloną na psa towarzyszącego, bardzo cierpliwą, super inteligentną, medalistką wystaw krajowych i zagranicznej, niezastąpioną partnerką i towarzyszką także mojego życia na dobre i na złe po przejściach rodzinnych.  Gdy po 11 latach przegrałyśmy walkę z nowotworem kręgu L7 kręgosłupa i BELLI musiała zostać uśpiona 31 sierpnia 2014 r., by nie cierpiała, przez 3 miesiące nie umiałam dojść do siebie, wyłam z tęsknoty z dnia na dzień coraz bardziej.  Szukałam rozpaczliwie jakiejś suni podobnej do niej, kilkuletniej, już ułożonej. Przypadkiem znalazłam ogłoszenie na OLX o chęci odsprzedania suki hodowlanej przez poznańską hodowlę, 5-cio letniej OLIWKI. Następnego dnia, po rozmowie telefonicznej z hodowcą, pojechałam po nowe złotko, łudząco przypominające BELLUNIĘ choć trochę mniejsze.

Przez poprzednie kilka lat, za namową mojej siostry, pomagałam różnym fundacjom pro-zwierzęcym na FB i realnie. Jestem opiekunką wirtualną niewidomego konia EMILA z Centaurusa, byłam domem tymczasowym i stałym dla kociaków z Kociej Mamy z Łodzi, z Fundacji Animals Security z Poznania oraz z  grupy Pomagajmy Kotom przy Fundacji Lex Nova, też z Poznania. Przez jakiś czas miałam  goldeneczkę z Fundacji Aurea.
By poznać lepiej sposoby współpracy ze zwierzętami ukończyłam kurs na petsittera w COAPE w Krakowie, kurs masażu relaksacyjnego psów w Szkole Edukacji Kynologicznej KynoEdukacja w Tarowskich Górach, od ponad roku jestem członkiem i działaczką w TOZ Bezpieczna Łapa w Gliwicach, gdzie pomagamy zwierzętom w potrzebie.

Pewnego dnia zaprosiła mnie do znajomych i razem ze swoją Fundacją pomogła mi w kosztownej diagnostyce i leczeniu BELLI Warna Strzelecka …  I tak rozpoczęła się moja wspaniała przygoda z Fundacją Warta Goldena. Zostałam poproszona o wzięcie pod opiekę chorego DIESLA, który tracił dom tymczasowy. W listopadzie 2014 r. DIESEL przyjechał do mnie, a w czerwcu 2015 r., podczas Zjazdu Goldenów w Dębkach, podpisałam umowę adopcyjną, ku swojemu wielkiemu szczęściu i radości.

Ponieważ od ponad 10 lat pomagam zwierzętom, postanowiłam po tegorocznym zjeździe wstąpić w szeregi Warty Goldena i jako wolontariuszka pomagać w działaniach Fundacji.

DZIAŁ MARKETINGU

Weronika ŁADOGÓRSKA – właścicielka Goldena PADIEGO

Weronika i PadiJak byłam dzieckiem pragnęłam mieć psa. Jako 6 latka prowadziłam zeszyt w którym opisywałam rasy psów spotkane na osiedlu na którym mieszkali moi dziadkowie. Pytałam właścicieli zwierzaków co to za rasa, ile mają lat itp. W tym samym roku swojego życia dostałam swojego pierwszego psa Bokserkę o imieniu Diana. Była przy mnie cały okres dorastania, aż do momentu kiedy skończyłam 18 lat. Nie będę opowiadać jaką traumą była dla mnie jej śmierć. Przeżyłam to do tego stopnia, że po prostu przestałam „lubić psy”- nie wiem dlaczego ,ale dokładnie tak było. Pierwszym psem którego pokochałam po mojej przyjaciółce z dzieciństwa był Golden.  Zakochałam się w nim zupełnie przez przypadek, tak jak i w jego właścicielu.

Nigdy nie uważałam, żeby Goldeny jakoś szczególnie pasowały do mnie, czy mojego charakteru.  Jednakże Golden mojego obecnego narzeczonego był psiakiem, który bardzo szybko skradł moje serce. Zauroczyło mnie jego oddanie, sposób w jaki komunikował się ze mną i to, że  wybrał sobie mnie na przewodnika w ostatnich latach jego życia. Wowo – bo tak się nazywał był już starszym psem kiedy zostałam jego właścicielką, zaczął głuchnąć i chorować. Widziałam, że miał z tym spory problem, ale robiłam wszystko by czuł się bezpiecznie. Obdarował mnie za to ogromnym uczuciem i przywiązaniem. Zobaczyłam w nim o wiele więcej niż psa. Jednak nastał dzień w którym Wowo musiał odejść , a jak wiadomo największą wadą psów jest to, że żyją krócej niż ludzie. Mój pies umarł mi na rękach. Po jego odejściu standardowo dla mnie, nie chciałam żadnego psa, a tym bardziej nie Goldena.

Pewnego dnia gdy pogodziliśmy się z odejściem naszego przyjaciela wraz z narzeczonym trafiliśmy na Fundację Wartą Goldena, gdzie zobaczyliśmy zdjęcia Padiego i od razu wiedzieliśmy, że to właśnie będzie nasz pies. Padi jest z nami od pół roku, wiele mnie nauczył w tym czasie. Między innymi tego, że nie każdy pies jest łatwym do prowadzenia czy wychowywania, ale jeśli już się z nim dotrze, zyska się przyjaciela na zawsze i w to wierzę. Wierzę też, że nie ma sytuacji bez wyjścia jeśli chodzi o charakter psa, są tylko nieodpowiednie metody wychowawcze. Wierzę również w to, że każdy pies zasługuje na swojego człowieka, a każdy człowiek zasługuje na swojego psa. Dlatego też chciałam pracować w fundacji, żeby połączyć ze sobą właśnie te psy i tych ludzi którzy powinni do siebie należeć.

Sylwia LUBECKA – właścicielka Goldenki ABRY i Goldena FELKA

Sylwia i AbraDołączenie do grona wolontariuszy Fundacji Warta Goldena nie było przypadkowe. Jestem typowym zwierzolubem. Mieszkając na wsi, dorastałam wśród zwierząt różnego gatunku. Poznawałam ich potrzeby oraz odkrywałam, że każde z osobna myśli i czuje. Uczyłam się odpowiedzialności i szacunku. Nie będę jednak ukrywać faktu, że to właśnie psiaki zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Od najmłodszych lat w asyście siostry opiekowałam się czworonogami dziadków.
Miłość do rasy Golden Retriever narodziła się bardzo szybko i bardzo wcześnie. W 2005 roku puchata, złota kuleczka o wdzięcznym imieniu Bemol zawładnęła życiem moim i mojej rodziny. Prawie jedenaście wspólnie spędzonych lat minęło jak jeden dzień. Jesienią 2015 roku Bemol odszedł za Tęczowy Most. Jego odejście było mieszanką smutku, cierpienia, żalu, pustki oraz złości do całego świata. Aby chociaż w połowie uśmierzyć ból po stracie najwierniejszego przyjaciela, podjęłyśmy z siostrą decyzję o kupnie kolejnej, puchatej kuleczki. Przeszukując oferty w Internecie natrafiłyśmy po raz pierwszy na stronę Fundacji Warta Goldena. Decyzja była jednogłośna. Nie kupujemy! Adoptujemy!
 Przechodząc pomyślnie procedurę adopcyjną – 28 listopada 2015 roku adoptowałyśmy Abrę – sunię uratowaną z pseudohodowli. Kilka miesięcy później w naszym domu pojawił się Felek. Razem stworzyli duet idealny.
Mając u swojego boku dwa adoptowane, szczęśliwe futra, nie zapomniałam o Warciakach czekających na swoje nowe rodziny. Codziennie z zapartym tchem śledziłam ich losy. Obecnie jako wolontariusz mogę dać z siebie wszystko i pomagać im na 100%. Ktoś kiedyś powiedział: „Adoptując jednego psa nie zmienisz świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa.” W zespole ludzi z ogromną pasją, którym przyświeca wspólny cel – mogę odmienić świat jeszcze nie jednego złotka. A zatem do dzieła!

Anna PIASECKA – właścicielka Goldena PIXELA

Ania iOd zawsze w naszym domu były zwierzęta, z reguły koty i gryzonie.
Ktoś kiedy powiedział że pies który został porzucony kocha jak nikt inny. I to jest prawda!
I w ten sposób pewnego deszczowego dnia w naszym domu znalazła się Pusia która przez kilka dni czekała na swojego właściciela, porzucona na przystanku. Była kundelkiem i to ona pokazała nam jak cudownym członkiem rodziny jest Pies. To ona obdarzyła nas taka miłością i ogromnym zaufaniem mimo tego co przeżyła. Gdy odeszła była to strata członka rodziny.
Przez wiele lat nie było w moim życiu zwierząt z racji wiecznych wyprowadzek z jednego do drugiego kraju. Ale cały czas czułam, że dom bez psa jest pusty. Gdy zamieszkałam z moim partnerem postanowiliśmy, że chcemy by do naszej szalonej dwójki dołączył psi przyjaciel. Dyskusje trwały długo aż stanęło na Golden Retrieverze.
Do domu zawitał Pixel. Mała włochata kulka pokazała, że była to dobra decyzja. Złotko dawało nam tyle szczęścia, co karton czekoladek.
Oczywistym jest to, że gdy masz psa nagle znasz wszystkich właścicieli psów na osiedlu. Ale mi to nie wystarczyło, szukałam innych złotych kolegów i w ten sposób poznałam Weronikę, która zaczepiłam gdy przechodziła obok mojego samochodu ze swoimi dwoma psami. Cieszę się, że nie dostała zawału lub nie zaczęła uciekać;)
Gdy nasze spacery zaczęły być codziennością Weronika zaczęła opowiadać mi o fundacji w której pracuje – Fundacji Warta Goldena. Kojarzyłam coś bo wysyłałam na nich swój 1%, ale to było tyle. Gdy dowiadywałam się więcej z dnia na dzień czułam, że chciałabym być częścią tej społeczności, która robi tak wiele z dobroci serca. Pewnego dnia Weronika powiedział,a że jest taka szansa. I oto jestem Ja i Pixel;)

Aleksandra ZABIEŁŁO – właścicielka Goldena MAŃKA

Ola ZabiełłoNigdy nie przepadałam za psami. Może dlatego, że w dzieciństwie żadnego nie miałam. Nie wiedziałam, jak się przy nich zachować, jak zareagować, gdy merdają ogonem i chcą się bawić.

Maniek pojawił się w moim życiu zupełnie przypadkiem. W trakcie studiów przyjechała po mnie na dworzec koleżanka. Wsiadłam do samochodu i usłyszałam: „Uważaj, tam na dole jest pies”. Kiedy zobaczyłam małą, białą kulkę, straciłam głowę. Po miesiącu okazało się, że koleżanka bardzo poważnie zachorowała i nie może zaopiekować się szczeniakiem. Poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu mu nowego domu. Wszystko było już zaplanowane, znajomi zgodzili się przygarnąć psiaka i wówczas uświadomiłam sobie, że nie chcę go oddawać, że muszę po niego wrócić. Nie miałam wówczas pojęcia, jak wielkim wyzwaniem jest posiadanie i wychowanie psa. Czekały mnie nieprzespane noce (Maniek chorował), nerwy (ciągnął na smyczy) i olbrzymie zmęczenie (nigdy nie miał dość spacerów). A co zyskałam? Najlepszego przyjaciela, który jest ze mną zawsze. Zmieniam mieszkania, miejsca i ludzi wokół siebie, a on zawsze jest. I za to go kocham najbardziej.

Wraz z miłością do Mańka przyszła miłość do psów, zwłaszcza Goldenów. O Fundacji Warta Goldena dowiedziałam się przypadkiem. Przez długi czas śledziłam jej działalność, ale brakowało mi odwagi żeby dołączyć. Wszystko zmieniło się, kiedy zobaczyłam, jak wiele psów potrzebuje pomocy. Nie mogłam uwierzyć, jak wiele cierpienia jest dookoła – choroby, wypadki i coś z czym nigdy się nie pogodzę – okrucieństwo ludzi wobec zwierząt. Moja obecność w Fundacji bierze się z bezradności. Adoptując psa nie zmienisz całego świata, ale zmieni się cały jego świat.